forum LUBIN pl -
Forum dyskusyjne miasta Lubin. Czym żyje Lubin. Imprezy i wydarzenia w Lubinie. Fotogaleria Lubina. Porozmawiaj o Lubinie!

Polityka miasta - Kultura w kampanii wyborczej

andros - Wto Cze 15, 2010 08:45
Temat postu: Kultura w kampanii wyborczej
Kultura w kampnii wyborczej (1)

Czy w nadchodzących wyborach warto domagać się od kandydatów na prezydentów, wójtów, burmistrzów, radnych przedstawienia programu działań w sferze kultury w ogóle a edukacji kulturalnej w szczególności w naszym środowisku lokalnym ?

Właśnie dotarł do mnie „Przegląd Lubiński” - biuletyn Stowarzyszenia Teraz Lubin.

Ogólnie rzecz biorąc uważam, że informacji nigdy za dużo i chociażby z tego względu odbieram ten fakt pozytywnie. Biuletyn przeczytałem prawie w całości i trochę się dowiedziałem...Ze względu jednak na swoją pasję i profesję najbardziej zainteresowały mnie sformułowania dotyczące sfery kultury. W tym temacie doczytałem się przede wszystkim takich oto sformułowań:

(...)„Kultura i rozrywka – reaktywować misyjną działalność CK Muza, poprzez wprowadzenie do harmonogramu imprez ogólnopolskich takich imprez, które będą dumą dla naszych mieszkańców.

Tworzenie przyjaznych warunków i dobrego klimatu dla animatorów kultury, rozrywki.

Bezpłatne imprezy plenerowe.” (…)


Zastanawiam się jednak nad tym, czy w Stowarzyszeniu są ludzie, którzy zajmują się tą tematyką bardziej szczegółowo. Inne tematy (Krew ratuje życie, Dziura w Rynku, Parkingi potrzebne, Szkoła przyjazna dzieciom, Drogi powiatowe poza Lubinem, Prawda to zgoda, Lubin śmietnikiem Wrocławia, Spółdzielcy, korzystajmy z naszych praw, Będzie kaplica w lubińskim szpitalu, Środowisko i wychowanie, Dobre rady potrzebne, Hala musi być, Dźwiękochłonna pustynia, Działki ogrodowe dla ludzi) doczekały się już na tym etapie bardziej szczegółowego potraktowania.

Jako mieszkaniec Lubina i wyborca nie wiem, jak dokładniej rozumieć sformułowania dotyczące kultury. Stopień ich ogólności nie przekonuje mnie i powoduje, że stawiam sobie pytanie. Jak mogę popierać ten program skoro właściwie każdy podmiot aspirujący do objęcia władzy samorządowej może takie tezy sformułować. Proszę o więcej konkretów w tej sprawie...

Misyjność ośrodka kultury widziana przez pryzmat wprowadzenia do harmonogramu imprez ogólnopolskich to, jak dla mnie, niewiele. Jako animator ciekaw jestem, na czym ma polegać tworzenie przyjaznego klimatu dla animatorów kultury. Bo dla mnie - przez lata zajmującego się m.in. animacją kultury w Lubinie - ten przyjazny klimat to wciąż czysta abstrakcja...Bezpłatne imprezy plenerowe też muszą mieć swoją misję i powinny być dobrze skoordynowane z pozostałymi działaniami w sferze kultury.

Jednym słowem zastanawiając się nad poparciem programu Stowarzyszenia nie mogę zapytać o sprawę dla mnie zasadniczą: czy działania Stowarzyszenia w sferze kultury to tylko zbiór różnych, bieżących/okolicznościowych/okazjonalnych/interwencyjnych zabiegów quasi politycznych, czy też Stowarzyszenie ma konkretną wizję polityki kulturalnej oraz przemyślane/przygotowane/opracowane sposoby i narzędzia do jej realizacji ?

tomi - Wto Cze 15, 2010 21:46

niestety nie mogę ci odpowiedzieć na to pytanie tak jak bym chciał ze względu na to że nie znam się na kulturze dostatecznie dobrze. wiem że ze stowarzyszeniem współpracuje Pani Nina Stępień która jest fachowcem w tej dziedzinie i którą pewnie kojarzysz a może i znasz. to że stwierdzenia w tej gazetce są ogólnikowe to prawda ale taka była jej koncepcja.
andros - Sro Cze 16, 2010 13:42

Dzisiaj (16.06.) otrzymałem z kolei egzemplarz magazynu Naszego Regionu – Stowarzyszenia na Rzecz Integracji i Rozwoju Regionu.

W moim odczuciu jest to kolejny podmiot, który może w przyszłości aspirować do sprawowania władzy samorządowej.

Z ciekawością poczytałem niektóre teksty, ale znowu ze względu na swoje zainteresowania, pasję i profesję poszukiwałem tekstów dotyczących kultury lokalnej. Na razie - jak dla mnie - jest ich jak na lekarstwo (zarówno w magazynie, jak i na stronie internetowej i są to głównie bieżące informacje bądź opisy imprez czy wydarzeń związanych z kulturą i rekreacją. Zastanawiam się więc, czy/w jakim stopniu problematyka kultury, edukacji kulturalnej, animacji mieści się w zakresie zainteresowań Stowarzyszenia. Na ten temat wyczytałem, że jednym z celów statutowych Stowarzyszenia jest ochrona dóbr kultury i tradycji, a sposoby działalności Stowarzyszenia to m.in. organizowanie warsztatów twórczych, plenerowych dla dzieci i młodzieży oraz organizowanie imprez kulturalnych.

Sformułowania bardzo standardowe i ogólnikowe. Ponownie zastanawiając się nad poparciem działalności Stowarzyszenia nie mogę zapytać - tak, jak poprzednio - o sprawę dla mnie zasadniczą: czy działania Stowarzyszenia w sferze kultury to tylko zbiór różnych, bieżących/okolicznościowych/okazjonalnych/interwencyjnych imprez, czy też może Stowarzyszenie ma wizję konkretnej i kompleksowej polityki kulturalnej oraz przemyślane/przygotowane/opracowane sposoby i narzędzia do jej realizacji ?

tomi - Sro Cze 16, 2010 17:02

wiem że Jesteś osobą która "żyje kulturą" i cieszy mnie twoja otwartość ale jeśli chodzi o szczegóły to niestety niewiele mogę powiedzieć, co prawda są plany i pomysły na różnorodne formy wzbogacania życia kulturalnego natomiast tak jak już pisałem nie mogę być konkretny bo się tym osobiście nie zajmuję.
Wiem natomiast o tym że Stowarzyszenie "Teraz Lubin" ma program otwarty czyli postępuje w myśl zasady, że "jedynie ideału nie można poprawić", i "każdy ma prawo do kultury na dla siebie".

wg mnie powinno być miejsce dla każdego i na teatr i na festyn, ale najbardziej powinno być wspierane to co jest nazywane "pracą u podstaw", czyli rozwijanie kulturalne dzieci i młodzieży. to chyba najtrudniejsze zadanie ale i przynoszące najlepsze efekty jak i największą satysfakcję animatorom.

andros - Sro Cze 16, 2010 22:25

Tomek, masz rację, i ja osobiście też nie narzekam na efekty swojej pracy animacyjnej i instruktorskiej. Wiele autorskich inicjatyw i chociażby ostatnich projektów muzycznych, w których biorę/brałem udział daje sporo satysfakcji, np.:

-zainspirowanie Tadeusza Stojka do realizacji projektu Fabryki Kultury C`est la vie,
-zapoczątkowanie lubińskich obchodów Ogólnopolskiego Dnia Bluesa w 2008 we współpracy z Arturem Błaszkowskim i Mariuszem Wilanowskim, liderami lokalnego środowiska muzyki bluesowej,
-zainicjowanie i realizacja ponad 20 edycji Lubińskich Prezentacji Artystycznych – LuPA we współpracy z Tomkiem Chuchlą, liderem lokalnego środowiska muzyki alternatywnej oraz grupą nauczycieli-instruktorów MDK,
-realizacja dwóch edycji Lubińskich Warsztatów Bębniarskich we współpracy z Orkiestrą Rivendell,
-doprowadzenie do ustanowienia nowego Gitarowego Rekordu Lubina we współpracy z Leszkiem Cichońskim czy
-prowadzenie zajęć gitarowych w MDK, na które uczęszcza co roku ok. 70 osób i udane, stojące na wysokim poziomie wykonawczym ostatnie prezentacje/występy uczestników pracowni muzycznej/koła gitarowego w trakcie uroczystej imprezy z okazji 40-lecia MDK.

Ta satysfakcja byłaby jeszcze pełniejsza gdyby nie świadomość, że można by i więcej, i lepiej gdyby to rzeczywiście było skuteczniej wspierane...

tomi - Czw Cze 17, 2010 07:32

sam się czaję na kurs gitarowy hehe gdyby tylko czas pozwolił to bym sobie przypomniał jak to się kiedyś próbowało grać.

wiem po sobie że nauczanie potrafi dać dużą satysfakcje ale mam też świadomość że człowiek nie może żyć samą satysfakcją, no ale to już inny temat.

andros - Czw Cze 17, 2010 13:24

Nie ma się co czaić tylko chwytać - wg znanego powiedzenia - byka za rogi...Na gitarze można rozpoczynać naukę nawet w późnym wieku a przypominać sobie i grać – zawsze!

W gitarowej ofercie MDK z pewnością znajdziesz coś dla siebie...

Naukę gry na gitarze można tu rozpocząć od podstaw, jak również rozwijać posiadane już doświadczenie i umiejętności. Można grać na każdym typie i rodzaju gitary 6-cio strunowej (akustycznej – klasycznej, popularnej oraz elektrycznej czy elektroakustycznej). Można grać niemal każdy rodzaj muzyki i niemal wszystkie preferowane przez siebie utwory przetransponowane na gitarę w mniej lub bardziej zaawansowanych technicznie wersjach. Każdy może uczyć się - w miarę posiadanych umiejętności - samych melodii albo samego akompaniamentu, albo melodii wraz z akompaniamentem (w łatwiejszych lub bardziej ambitnych wersjach).

Przykładowo: w ostatnim roku szkolnym uczestnicy koła gitarowego, oprócz niezbędnych ćwiczeń przygotowawczych, prostych melodii popularnych typu: Kurki, Kotek, Pieski małe dwa, uczyli się hymnu UE (Oda do radości), hymnu kibiców sportowych (Polska, biało-czerwoni), hymnu zwycięzców (We are the champions).

Przed próbą ustanowienia Gitarowego Rekordu Lubina ćwiczyliśmy słynne Hey Joe Jimiego Hendrixa, dzięki czemu w próbie rekordowej wzięło udział 11 naszych uczestników.

Poznawaliśmy również propozycje samych uczestników koła. Na podstawie własnych opracowń nutowych i tabulaturowych ćwiczyliśmy riffy, zagrywki, tematy, akompaniamenty, solówki takich utworów, jak:
1.Chodź, przytul, przebacz – Andrzej „Piasek” Piaseczny;
2.Wehikuł czasu – zesp. Dżem;
3.Dla Radka – Doda;
4.21 guns – Green Day;
5.Wonderful World – Israel Kamakawiwo`ole;
6.Gdybym miał gitarę – mel.popularna;
7.Boom boom – standard bluesowy J.L.Hookera;
8.We will roch you – Queen;
9.Highway to hell – AC/DC;
10.Oh Zuzanno - standard w stylu country;
11.Stary farmer/Pan McDonald`s – standard w stylu country;
12.Za szkłem – zesp. Bracia;
13.How you remind me – Nickleback;
14.Benny Hill Show – temat filmowy;
15.Requiem for a dream (temat filmowy) – komp. Clint Mansell;
16.Smoke on the Water - Deep Purple;
17.Mamo, moja żywa kołysko – zesp. Wiolinki;
18.Roulette – System Of A Down;
19.Jałta – Jacek Kaczmarski;
20.Droga – zesp. Hemp Gru;
21.S.O.S – Jonas Brothers;
22.Give love a try - Jonas Brothers
23.Piraci z Karaibów – temat filmowy
24.The Pink Panther - temat filmowy H. Manciniego.

Aktualnie pracujemy do końca tego roku szkolnego i zaraz od początku wakacji – przez pierwsze dwa tygodnie oraz w ostatnim tygodniu wakacji – spotykamy się ponownie. Po wakacjach od 1 września rozpoczynamy kolejny rok nauki. Zapisy też rozpoczynamy od 1 września...
Zapraszam serdecznie.

NEVIL - Pią Lip 02, 2010 13:19

Skoro jest tutaj poruszany temat wyborów, to podpinam się pod niego. Przed chwilą przeczytałem artykuł w Gazecie Prawnej - http://praca.gazetaprawna..._za_mlodzi.html . Chciałbym tutaj przypomnieć tuskowe cuda, o których wspomina jedna z internautek pod tym artykułem : http://img101.imageshack....udafiltered.jpg
Saracen - Pią Wrz 03, 2010 18:25

O! O tej akcji z "Rurą" nie wiedziałem. Ale jazda!

Cóż za emocje, cóż za emocje. Ale jest coraz lepiej. A skoro jest coraz lepiej, dlaczego jest tak źle?

Ależ emocje, ależ emocje! Whoooa!

Tyrki - Sro Wrz 29, 2010 19:58

No właśnie KULTURA, a nie to co nam zaserwowano ostatnio. Gwoli przypomnienia materiał filmowy:

http://www.youtube.com/wa...player_embedded

Tyrki - Sro Wrz 29, 2010 20:01

Zapomniałem dodać ten link, a głównie mi o ten tutaj chodziło:

http://www.youtube.com/wa...player_embedded









PS. Jakoś mało czytelne jest to forum lubińskie. :(

Saracen - Wto Paź 05, 2010 12:19

Pokażę wam coś.
O co dziś tak naprawdę chodzi w kulturze najlepiej pokazuje film dokumentalny

"Rytm to jest to", w którym obok szerzenia kultury mamy do czynienia z projektem społecznym.

Warto obejrzeć.

andros - Wto Paź 05, 2010 13:23

Chociażby ostatnie projekty muzyczne, w których brałem udział (LuPA, I Dzień Bluesa w Lubinie) w moich wyobrażeniach - zachowując oczywiście wszelkie proporcje - nawiązywały do tych idei pokazanych nie tylko w tym, ale i w innych wcześniejszych filmach wpisujących się w tę tematykę. I...z czasem te w/w projekty miały coraz bardziej wypełniać tę idee zawartą w filmach...

A czy Ty, Przemku zaprezentujesz może nam teraz coś swojego w tym stylu ?

Saracen - Wto Paź 05, 2010 14:18

Źle zrozumiałeś.

Zachęcam jedynie do obejrzenia filmu dokumentalnego, który pokazuje jak dwa nieprzystające do siebie światy biorąc udział w pewnym projekcie tworzą nową całość.

Wyluzuj Andrzej, ani nikt cię nie atakuje, ani nikt ci nic nie zarzuca.

andros - Wto Paź 05, 2010 21:15

Przemku, myślę, że dobrze Cię zrozumiałem...chyba Ty nie za bardzo mnie zrozumiałeś...

Od dłuższego czasu jestem wyluzowany, jak rzadko kiedy i nie odebrałem Twojego wpisu jako ataku na moją osobę, czy zarzutu. Na samum początku napisałeś, że coś nam pokażesz - no chyba nie ten film dokumentalny. Więc na końcu wpisu zapytałem, co takiego nam pokażesz.

A jeśli jedynie zachęcałeś do jego obejrzenia - wypowiedziałem się lekko na temat idei w nim zawartych, na które Ty zwróciłeś uwagę. Wskazałem, że tego typu idee i działania nie są czymś szczególnie obcym na naszym gruncie. Posłużyłem się przy tym sobie najbliższymi przykładami, bo znam je dobrze. I...to wszystko.

tomi - Nie Paź 10, 2010 11:00

wiem andros, odpisałem im w kontekście tego co napisali (ale odpisze im w ich temacie), ostatni wpis o Lupie był dla mnie dość odkrywczy bo nie wiedziałem że tak to funkcjonowało. co do kultury to czytam sobie czasem co wklejasz bo jest to niezły przegląd tego co się dzieje i w kraju i w mieście. dzięki :)

//elektryk: co za off-top się tu pojawił ... posprzątałem nieco usuwając nie wnoszące nic do tematu wypowiedzi a chłopaki niech się żrą jak lubią w innym temacie. Porządek i kultura w temacie o kulturze musi być. Przekomarzanki tutaj Pozdrawiam!

andros - Pon Paź 11, 2010 11:13

tomi, Lubińskie Prezentacje Artystyczne - LuPA to unikatowe - jak na warunki lubińskie - lokalne partnerstwo wykonawcze w dziedzinie kultury, którego jednak nie udało się rozwinąć po mojej myśli...Nie zagłębiam się w szczegóły, bo o nich pisałem już wielokrotnie i kto chce może sobie poczytać o nich nawet na tym forum chociażby w temacie „LuPA”.
http://forum.lubin.pl/viewtopic.php?t=3747

To, co wpisuję w tematach: „Kultura w kampanii wyborczej” oraz „Kultura w Lubinie” ma dokładnie taki cel, o którym mówisz – dokonywanie przeglądu „tego co się dzieje w kraju i w mieście”.

Chociaż, jak na tym forum przytomnie zauważył internauta podpisujący się nickiem tuptek:
„Wszystko piękne, to o czym pisze Andros. W Lubinie ciężko o bogatą sferę kultury z prawdziwego zdarzenia. I jeszcze długo nic w tym temacie się nie zmieni na lepsze.”
http://forum.lubin.pl/vie...?t=5336&start=0

tomi - Nie Paź 31, 2010 17:12

Cytat:
Muzeum Narodowe w Warszawie, jeden z najpopularniejszych celów wycieczek szkolnych w stolicy, zamyka najważniejsze stałe wystawy. Powód? Brak pieniędzy.
Od dziś turyści nie mogą już zwiedzać Galerii Sztuki Starożytnej, Galerii Faras, Galerii Sztuki Średniowiecznej oraz Galerii Malarstwa Polskiego i Europejskiego. Co oznacza, że szkolne wycieczki nie obejrzą m.in. słynnego obrazu "Bitwa pod Grunwaldem" Jana Matejki. Władze muzeum uzasadniają swoją decyzję "trudną sytuacją finansową" placówki.

jeśli tak ma wyglądać "Zaciskanie Pasa" to wg mnie przyniesie to więcej szkody niż pożytku.

andros - Nie Paź 31, 2010 21:15

tomi, Obywatele Kultury myślą podobnie i w liście do premiera tak pisali m.in.:

(...)"Przypominamy: Każda złotówka zainwestowana w kulturę zwraca się dwukrotnie, przyczyniając się do modernizacji i podniesienia jakości życia obywateli. Sektor kultury, z którym bezpośrednio związanych jest pół miliona osób, tworzy nowe miejsca pracy, podnosi kapitał intelektualny i generuje potencjał kreatywny społeczeństwa. Nie godzimy się, by w budżecie państwa największe oszczędności robione były właśnie na kulturze i edukacji, jak stało się to w Ustawie budżetowej na rok 2010. Dlatego też w nadchodzących wyborach będziemy domagać się od kandydatów na prezydenta, posłów i radnych przedstawienia programu działań w sprawie kultury i edukacji w Polsce."(...)
http://obywatelekultury.p.../glowna-wiecej/

andros - Pią Lis 12, 2010 14:40

Szlak kulturalny w Lubinie ?

"Stowarzyszenie Teraz Lubin ogłosiło konkurs na zagospodarowanie ratusza. Inicjatorzy chcą, by to mieszkańcy zadecydowali o losach tego zabytkowego budynku. Wszystkie pomysły zostaną przekazane prezydentowi Lubina.
Mieszkańcy mogą przesyłać swoje propozycje na stronę internetową stowarzyszenia: www.terazlubin.eu.

Członkowie Teraz Lubin mają też swoje pomysły na ratusz. Mógłby tu powstać szlak kulturalny: od CK Muza, poprzez ratusz aż do Wzgórza Zamkowego.

- To miejsce należałoby wykorzystać do celów reprezentacyjnych, np. jako salę, gdzie wręczane byłyby nagrody w konkursach międzyszkolnych, odznaczenia lub chociażby jako miejsce wystaw - mówi Joanna Brzozowiec - Najpierw była tu hurtownia dywanów, teraz będzie sklep mięsny. Czy tak powinna wyglądać przyszłość ratusza? Uważam, że nie. To powinno być miejsce, z którego lubinianie będą dumni.
Konferencję zwołali młodzi działacze Teraz Lubin: Dominik Jędraś, Anna Gojdź i Joanna Brzozowiec. Liczą, że prezydent ustosunkuje się do pomysłów mieszkańców i wreszcie ratusz zostanie odpowiednio zagospodarowany. Rozstrzygnięcie konkursu nastąpi już po wyborach samorządowych.
(mon)
http://miedziowe.pl//content/view/45535/78/

tomi - Pon Lis 15, 2010 01:15

Cytat:
No i turyści są nim zachwyceni.

ja się tam nim nie zachwycałem chociaż z rozwalaniem też bym się wstrzymał, przypomniał mi się dowcip przewodnika gdy zwiedzałem swego czasu Warszawę, - wiecie Państwo skąd jest najwspanialszy widok na Warszawę? z PKiN. - a wiedzie dlaczego? - bo nie widać PKiN. To by było na tyle w kwestii zachwytu.

andros - Wto Lis 23, 2010 10:41

Kultura w/po... (90)
Ekonomia kultury

Kto powinien finansować festiwale filmowe, wystawy, przedstawienia teatralne – państwo czy prywatne fundacje? Po co współczesnej demokracji silne media publiczne? A nowe media? Czy państwo powinno je wspierać? Co zrobić, żeby internet nie tylko dostarczał rozrywkę? Dlaczego kultura sieci przynosi zmianę cywilizacyjną? I wreszcie – na czym polega krytyczna funkcja kultury na początku XXI wieku?

Ekonomia kultury przybliża najnowsze światowe trendy w myśleniu o roli kultury. Przewodnik zawiera wybór tekstów zachodnich, definicje pojęć, omówienia teorii „żywych klasyków” (Richarda Floridy, Chrisa Andersona), a także analizy polskich realiów i szkice projektów zmian. Wśród autorów są naukowcy, dziennikarze, teoretycy i twórcy: m.in. Beata Stasińska, Jacek Żakowski, Edwin Bendyk, Maciej Gdula, Maciej Nowak.
http://www.krytykapolityc...j/menuid-1.html

andros - Wto Lis 23, 2010 21:20

Kultura w/po... (91)
Biblioteka: lubię to!

22 listopada rozpoczął się w Warszawie w Centrum Artystycznym Fabryka Trzciny Kongres Bibliotek Publicznych „Biblioteka: lubię to!”. Wśród prelegentów znaleźli się m.in.: Edwin Bendyk, dr Mirosław Fifliciak, profesorowie – Jerzy Bralczyk i prof. prof. Kazimierz Krzysztofek. Szczegółowy program kongresu można zobaczyć tutaj:
http://www.biblioteki.org...res/program/862

Lokalna biblioteka ma być miejscem dla ludzi, a nie składnicą nieczytanych książek. W Stanach inwestycja w biblioteki to tradycja stworzona przez pionierów filantropii. Amerykanie wierzą w magię biblioteki jako miejsca, w którym każdy może realizować swoje pasje. Również w Polsce coraz częściej jednym tchem mówi się o boisku sportowym i bibliotece. W raporcie “Polska 2030″ ministra Boniego biblioteki publiczne znalazły się na drugim miejscu po szkołach jako czynnik wpływający na poprawę jakości życia na wsi. Zapraszamy do zapoznania się z wywiadem z Jackiem Wojnarowskim, prezesem Fundacji Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego, która prowadzi Program Rozwoju Bibliotek Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności. Wywiad w dzisiejszym wydaniu Gazety Wyborczej.
http://kulturasieliczy.pl/

andros - Sob Lis 27, 2010 22:47

Kultura w/po... (92)
Teatralne orliki

22 wnioski, które zostaną przekazane ministrowi kultury, sformułowano na zakończonym we wtorek w Warszawie II Forum Polskiego Teatru. Jego uczestnicy postulują m.in. budowę obiektów widowiskowych w miastach powyżej 30 tys. mieszkańców, tzw. teatralnych orlików.

Forum trwało od poniedziałku, jego wiodącym tematem była prezentacja i omówienie publikacji “Teatry polskie 2007-09″ zawierającej wykaz teatrów publicznych, informacje dotyczące jego pracowników, lokali i scen, przedstawień i publiczności, opracowanej przez Stowarzyszenie Dyrektorów Teatrów na podstawie ankiet nadesłanych z ponad 90 teatrów.

Uczestnicy Forum sformułowali ponad 20 wniosków, które – podobnie jak rok temu – zamierzają przekazać ministrowi kultury Bogdanowi Zdrojewskiemu. Jednym z postulatów jest budowa obiektów widowiskowych w miastach powyżej 30 tys. mieszkańców, tzw. teatralnych orlików. Duże obiekty widowiskowe miałyby powstawać w dużych aglomeracjach, m.in. w Warszawie.

Podczas Forum mówiono o wielu utrudnieniach infrastrukturalnych, z którymi borykają się polskie sceny. Jak tłumaczył scenograf i architekt Paweł Dobrzycki, w wielu polskich teatrach brak jest np. małych scen i sal prób – oddzielnie do prób czytanych i prób sytuacyjnych – oraz montowni dekoracji.

Uczestnicy Forum chcą, aby powstał tzw. kodeks projektowania i realizacji obiektów teatralnych, widowiskowych. Miałby on uwydatniać nadrzędność funkcji artystycznej nad “prawami autorskimi architektów”. Kolejny postulat dotyczy zmiany “filozofii budowania teatrów”. Środowisko teatralne chce, aby promowano przekonanie, że “teatr to warsztat pracy artystów, a nie tylko dzieło architektury”.

Teatrolog Lech Śliwonik apelował, aby w nowelizacji ustawy prawo o szkolnictwie wyższym zachować dla studiujących reżyserię teatralną prawo nieodpłatnego studiowania drugiego kierunku. – Tak jak to uczyniono w przypadku studentów reżyserii filmowej – zauważył Śliwonik. Prezes ZASP Joanna Szczepkowska wnioskowała natomiast o zwołanie środowiskowego forum na temat projektu noweli ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej, a w szczególności na temat umów i czasu pracy wykonawców. Wiceminister kultury Jacek Weksler, który przybył na zakończenie Forum, ocenił, że bardzo potrzebne jest powołanie przy ministrze kultury stałego zespołu konsultacyjnego.- Będzie on uruchomiony od stycznia 2011 roku, a tematem jego prac będzie pakiet dla kultury zawierający kilkadziesiąt propozycji na najbliższe 5 lat, które mają regulować m.in. życie teatralne w Polsce. (…). Podczas prac można będzie się wspólnie zastanowić np., czy w Polsce potrzebna jest ustawa o teatrze lub kolejna regulacja ustawy o działalności kulturalnej, czy może zupełnie inny akt – mówił Weksler.

Jak ocenił wiceminister kultury, “permanentna współpraca konsultacyjna środowiska teatralnego z resortem jest bardzo istotna”. – Byłoby dobrze gdybyśmy mogli się spotykać choć raz na kwartał, a w sytuacjach nadzwyczajnych – częściej – zaznaczył.

II Forum Polskiego Teatru organizowane było przez Stowarzyszenie Dyrektorów Teatrów i Narodowe Centrum Kultury pod patronatem ministra kultury i dziedzictwa narodowego Bogdana Zdrojewskiego.
Żródło: PAP.
http://kulturasieliczy.pl...wych/#more-2813

andros - Nie Lis 28, 2010 22:41

Kultura w/po... (93)
Kultura jako zwierzę pociągowe

Na naszych oczach zmienia się język polityki. Kandydaci do rządzenia miastami zaczęli mówić o teatrach, galeriach sztuki i domach kultury

Kilka dni przed wyborami samorządowymi w Warszawie na otwarciu Mediateki, nowoczesnego centrum kulturalno-edukacyjnego w dzielnicy Bielany, rozpętało się piekło. Burmistrz Bielan (SLD) musiał przerwać przemówienie w połowie zdania, gdyż mikrofon przejęła prezydent miasta (PO) i wymieniła zasługi swojej partii dla kultury w Warszawie.

W tym samym tygodniu w Krakowie na otwarcie nowego, jeszcze pachnącego cementem budynku Muzeum Sztuki Współczesnej przybył prezydent Jacek Majchrowski (związany z SLD). “Szlag mnie trafia, kiedy prasa mnie oskarża, iż otwarcie tego budynku to część kampanii wyborczej” – powiedział. To prawda, że pokazanie publiczności muzeum ze zbiorami byłoby bardziej spektakularne niż muzeum pustego. Ale popatrzmy na to z innej strony – kandydat do urzędu prezydenta miasta chwali się przed wyborami nie otwarciem nowej drogi, stacji kolejowej czy szpitala, tylko muzeum i to sztuki najnowszej! Tego jeszcze cztery lata temu nie było.

Tydzień temu w Łodzi na konferencję prasową Marka Żydowicza, szefa festiwalu Camerimage, który jeszcze rok temu odbywał się w Łodzi, a teraz już w Bydgoszczy, przybyli także kandydaci do fotela prezydenta miasta. Bronili Łodzi jako miasta kultury. W kampanii wyborczej oprócz postulatu powrotu festiwalu Camerimage przewijał się też motyw przegranej tego miasta w wyścigu o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. To było dla miasta szokiem – przecież Łódź ma tyle wspaniałych planów związanych z kulturą. Ale okazało się, że frustracja wyzwala energię. Włodzimierz Tomaszewski, kandydat popierany przez prawicowe Łódzkie Porozumienie Obywatelskie (nie mylić z PO) rzucił hasło Łodzi jako “alternatywnej Europejskiej Stolicy Kultury”. Natomiast kandydatka PO Hanna Zdanowska ogłosiła, że chce zamienić kamienice przy Piotrkowskiej w “akademiki artystyczne”. Na fali wyborów mowa jest o tworzeniu nowych muzeów i centrów sztuki.

Podobnie dzieje się również w przegranym o tytuł ESK Toruniu. Kandydaci na fotel prezydenta zaczęli mówić o teatrach, galeriach sztuki i domach kultury. “Powołanie animatorów kultury na każdym osiedlu” zadeklarował Waldemar Przybyszewski (PO), a od swego kontrkandydata, urzędującego prezydenta Michała Zaleskiego (prawicowy Czas Gospodarzy), domagał się obiecanej, lecz nigdy nie opracowanej, Strategii Rozwoju Kultury. Zaleski natychmiast ową Strategię znów obiecał.

Z kolei Hanna Gronkiewicz-Waltz (PO), ubiegająca się o reelekcję w Warszawie, budowę Muzeum Sztuki Nowoczesnej uważa za jedną z głównych kulturalnych inwestycji i punktów programu wyborczego.

Na naszych oczach zmienia się język polityki. Przyczynił się do tego z pewnością Kongres Kultury z września ubiegłego roku w Krakowie, bo wywołał wielki ruch w środowiskach sztuki. Niemal z dnia na dzień zaczęły się one domagać od polityków odpowiedzialności za kulturę. W lutym 2010 roku grupa Obywatele Kultury zorganizowała akcję zbierania podpisów pod listem do premiera z żądaniem zwiększenia wydatków na kulturę do 1 proc. budżetu. Jeszcze kilka tygodni przed wyborami prezydenckimi 2010 r. Mike Urbaniak na stronie Obywatelekultury.pl celnie punktował, że w deklaracjach wyborczych żadnego z kandydatów na prezydenta RP nie ma ani słowa o kulturze. Już w czerwcu odnotowano podpisy Bronisława Komorowskiego, Grzegorza Napieralskiego i Jarosława Kaczyńskiego pod apelem Obywateli Kultury.

Jak tak dalej pójdzie, za cztery lata muzea otwierać będą już nie kandydaci na prezydentów miast, tylko RP. Jeśli oczywiście prezydenci miast wcześniej je zbudują. Słucham tej kampanii samorządowej i chciałabym wierzyć, że tak będzie.
Dorota Jarecka
http://wyborcza.pl/1,7596..._pociagowe.html

andros - Wto Lis 30, 2010 10:20

Kultura w/po... (94)
Po co, u diabła, ta kultura...

Polskie elity polityczne i klasa średnia wciąż uważają kulturę za rodzaj wytchnienia od trudów świata, spoza „prawdziwej” i poważnej rzeczywistości, za rodzaj wytwornej paplaniny.

(...)”Dziś głównie kultura chroni nas przed zalewem iluzji z różnych sfer życia.. Daje nam sposoby, byśmy nie dali się zwariować. Jest nośnikiem kontynuacji, nieustającym jej weryfikatorem i odnowicielem. Surowym diagnostą naszych stanów ideowych oraz mentalnych, zbiorowych i indywidualnych, demaskatorem iluzji, nieoczywistych stereotypów, fałszywych lub podejrzanych przeświadczeń. Daje nam więc wielość oglądów świata i wielość historii, bez czego popadlibyśmy w zniewalającą jednorodność. Jest więc kultura strażnikiem życia w rzeczywistości, chroniąc nas przed zwariowanymi ułudami, jest gwarantem wolności, oferując wielość, i jest lustrem, z którego, gdy w nie patrzymy, wciąż przezierają ideały ludzkości.
(...)
Kultura oddziałuje też lokalnie: bezpośrednio zmienia swoje otoczenie. Takie są zresztą ambicje nowoczesnych instytucji kultury. Dziś ludzie chętnie gromadzą się tam, gdzie mogą dowiedzieć się czegoś, coś zobaczyć, ustalić opinię w różnych sprawach. Coraz bardziej intensywne społeczeństwo jednostek potrzebuje coraz więcej miejsc spotkań. Ale takich miejsc, gdzie nie będą traktowani jak konsumenci o arbitralnie zdefiniowanych potrzebach, lecz staną się współautorami wydarzeń. Z tego bierze ruch odnowy domów kultury, które chcą wciągać ludzi w budowę programów działania. Także lokalne biblioteki coraz częściej stawiają nie tylko na pożyczanie ludziom książek, ale także na gromadzenie ich wokół spraw kultury."(...)
http://wyborcza.pl/1,9786...ta_kultura.html

andros - Wto Lis 30, 2010 10:28

Kultura w/po... (95)
Pierwszy polski portal społecznościowy promujący polską kulturę

Na początku grudnia 2010 rusza pierwszy ogólnopolski portal społecznościowy www.mapakultury.pl promujący polską kulturę regionów. Projekt jest wspólną inicjatywą Narodowego Centrum Kultury oraz Centrum Edukacji Obywatelskiej, pod auspicjami Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Projekt „Mapa Kultury – Ludzie, Miejsca, Klimaty” to zaproszenie do współtworzenia nowoczesnego narzędzia dokumentującego i promującego dziedzictwo kulturowe Polski. Będzie to interaktywna mapa pokazująca lokalne historie, nieznane miejsca, zapomniane postaci, które miały znaczący wkład w kulturę polską.

Mapa Kultury to baza wiedzy o:
LUDZIACH
biografie i nieznane fakty z życia ludzi kultury: pisarzy i poetów, artystów, plastyków, muzyków, architektów, ludzi kina i teatru, społeczników, czy mecenasów sztuki
MIEJSCACH
opisy i dokumentacja zapomnianych miejsc wartych odwiedzenia: architektury sakralnej (kościoły, klasztory, kapliczki, synagogi, zbory), architektury świeckiej (pałace, zamki, karczmy), parków i ogrodów, zabytków archeologicznych, zabytków techniki, cmentarzy, muzeów, skansenów itp.
KLIMATACH
zawiera informacje o lokalnych obyczajach i tradycjach – związanych z muzyką, śpiewem, tańcem i zabawą. Legendy, miejskie i ludowe opowieści, anegdoty.
http://kulturasieliczy.pl/

andros - Czw Gru 02, 2010 10:05

Kultura w/po... (96)
Powiedz mi, jakie masz poglądy, artysto

“Z reguły nie pytamy artystów o poglądy polityczne. Tym razem jednak jest inaczej. Wydaje się, że wszyscy artyści reprezentują jakieś określone przekonania, nawet jeśli nie chcą ich jednoznacznie definiować. W świecie sztuki istnieje niepisana zasada, w myśl której sztuka o najbardziej nawet politycznej ambicji, tworzona jest z pozycji, która nie ma politycznego imienia. Artysta pozostaje neutralny, nawet jeśli w oczywisty sposób neutralny nie jest.

Nasza rzeczywistość kształtowana jest przez politykę - sztuka również od niej zależy. Polityka wcale nie oznacza brutalnej walki o władzę i nieczystych kombinacji, nawet jeśli politycy starają się nas przekonać do takiego jej obrazu. Polityka jest przede wszystkim językiem naszych wspólnotowych potrzeb, które raczej łączą ludzi.

Jesteśmy nie tylko istotami ludzkimi, ale także istotami politycznymi, jak mówiła Hannah Arendt. Czy można opisać to, co robią artyści, także w kategoriach ekspresji poglądów politycznych? Pewnie tak i dlatego właśnie ciekawią mnie te poufne informacje, to obsceniczne - światopoglądowe zaplecze sztuki. Nie oznacza to jednak, że decyzje kuratorskie będą zależeć od jakiś preferowanych przekonań politycznych - raczej tak jak zwykle przewodniczką w podejmowaniu decyzji będzie intuicja. Tym razem jednak intuicja będzie nieco zniekształcona przez polityczne identyfikacje. Zobaczymy, co z tego wyniknie.”
Artur Żmijewski
http://www.berlinbiennale...ement_az_pl.pdf

andros - Wto Gru 07, 2010 10:52

Kultura w/po... (97)
Republika Książki - “Czytanie Włącza”. Koalicja na rzecz rozwoju czytelnictwa i bibliotek

W środę 8 grudnia w Bibliotece Narodowej odbędzie się kongres inaugurujący Republikę Książki, której celem jest przeciwdziałanie spadkowi czytelnictwa w Polsce. Kongres poprowadzą Jerzy Baczyński, redaktor naczelny Polityki, oraz Katarzyna Janowska, redaktor naczelna Przekroju. W panelach będą uczestniczyć m.in. ministrowie: kultury Bogdan Zdrojewski, wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Piotr Kołodziejczyk i szef doradców premiera Michał Boni, dziennikarze: Grzegorz Miecugow i Miłada Jędrysik oraz naukowcy – Barbara Fatyga i Przemysław Czapliński.

Kongres zainauguruje akcję “Czytanie Włącza”, która będzie obywatelską kampanią na rzecz przeciwdziałania spadkowi poziomu czytelnictwa, oraz skutkom wprowadzenia podatku VAT na książki i czasopisma specjalistyczne.

Program kongresu znajdziecie Państwo tutaj
http://www.republikaksiazki.pl/program

Twórcy REPUBLIKI KSIĄZKI napisali:

„ My, wspólnota ludzi czytających, pragniemy uczynić wszystko na rzecz promocji czytelnictwa. Powołujemy Republikę Książki w trosce o losy nas samych i w naszym wspólnym interesie. Wierzymy, że czytanie jest źródłem naszej wolności i niezależnego myślenia. Wierzymy, że czytanie stymuluje kreatywność i tworzy potencjał twórczy. Jesteśmy przekonani, że czytanie pobudza wyobraźnię, pomaga odnaleźć się we współczesnym, niejednoznacznym świecie, pozwala zrozumieć siebie i innych, uczy mądrze decydować, uniknąć konfliktu, pokonać strach. My, wspólnota ludzi czytających, pragniemy uczynić wszystko na rzecz promocji czytelnictwa. Republika Książki jest wyrazem wspólnej troski o losy polskiej kultury i polskiego państwa, dbałości o powodzenie przyszłych pokoleń. U podstaw Republiki Książki leży przekonanie, że biblioteki, szczególnie w małych miastach i wsiach, powinny stać się centrami lokalnych środowisk, bramami dostępu do wiedzy i Kultury.”

Zachęcamy do podpisania się pod Manifestem tutaj
http://www.republikaksiazki.pl/manifest#
http://kulturasieliczy.pl...wa-i-bibliotek/

andros - Sro Gru 08, 2010 09:37

Kultura w/po... (98)
Muzyk nie wszedł do drugiej tury, na ulicach zamieszki

Zamieszki na ulicach Port-au-Prince w Haiti. Starcia wybuchły po ogłoszeniu wyników wyborów prezydenckich. Na ulice wyszli zwolennicy Michela Martelly'ego, popularnego muzyka, któremu nie udało się przejść do drugiej tury wyborów.

Dopiero druga tura rozstrzygnie, kto będzie nowym prezydentem Haiti. Jak poinformowała we wtorek wieczorem komisja wyborcza, w głosowaniu 28 listopada Mirlande Manigat zdobyła 31,37 proc. głosów, a Jude Celestin - 22,48 proc.

Trzecie miejsce zajął popularny muzyk Michel Martelly, na którego głosowało 21,89 proc. wyborców. Nie liczy się on już jednak w wyścigu do fotela prezydenckiego. 16 stycznia, w drugiej turze wyborów, zmierzą się Manigat, żona byłego prezydenta Haiti, i Celestin, kandydat popierany przez haitański rząd.

Strzały i płonące barykady

Tysiące zwolenników Martelly'ego nie mogą się jednak pogodzić z porażką swego ulubieńca. Na ulicach płoną opony, słychać też strzały. W niektórych miejscach ustawiono barykady. Najpoważniejsza sytuacja jest w zatłoczonych obozach dla ofiar trzęsienia ziemi. Ulice patroluje policja. Zmusiła niektórych uczestników do rozmontowania barykad i rozejścia się do domów.
Kampanię wyborczą i samo głosowanie w pierwszej turze utrudniały epidemia cholery, która zabiła już na Haiti ponad 2 tysiące ludzi i antyrządowe zamieszki w wielu miastach.
http://www.tvn24.pl/-1,16...,wiadomosc.html

andros - Sro Gru 08, 2010 21:51

Kultura w/po... (99)
List otwarty ws. VAT na książki

Od 1 stycznia 2011 wprowadzony zostaje 5-proc. VAT na książki. O ile nie zostanie zrobione przynajmniej tyle - wprowadzenie okresu przejściowego dla wszystkich książek wyprodukowanych do 31 grudnia 2010 roku - wielomiesięczny paraliż rynku książki dotknie wszystkich: od autorów poprzez wydawców, księgarzy i hurtowników po czytelników. Koszta społeczne i finansowe będą olbrzymie. Podważone zostanie też zaufanie do państwa. Wszystko to zaś w imię iluzorycznych „wpływów do budżetu”. Piszą w liście otwartym wydawcy i pisarze.
http://www.krytykapolityc...i/menuid-1.html

***

„Od 1 stycznia ceny niektórych produktów i usług mogą drastycznie wzrosnąć z uwagi na silny wzrost stawek podatku VAT. Tak będzie m.in. w przypadku ubranek i obuwia dla dzieci (stawka VAT na nie wzrośnie z 7 do 25 proc.), książek i podręczników (podwyżka z 0 do 5 proc.), kursów prawa jazdy (z 0 do 23 proc.). Mocno zdrożeją też paliwa i papierosy, bo tu dodatkowo Ministerstwo Finansów chce podwyższyć akcyzę.

Od 1 stycznia zgodnie z nowelizacją ustawy o VAT znikną stawki 3, 7 i 22 proc. i pojawią się nowe: 5, 8 i 23 proc. Ale nowe przepisy przewidują też znacznie poważniejsze zmiany w niektórych przypadkach.
(...)

Książki i podręczniki

Mocno po kieszeni dostaną czytelnicy. Od 1 stycznia zamiast obecnej stawki 0 proc. na książki wprowadzona ma być stawka 5proc. Minister kultury ocenia, że książki zdrożeją o 2-3 proc. Ale zdaniem księgarzy podwyżka sięgnie nawet 8-10 proc. - Księgarze będą zmuszeni uwzględnić nie tylko nowe stawki, lecz także rosnące mocno w ostatnim roku ceny papieru, a także paliw i energii - uważa Piotr Marciszuk, prezes Polskiej Izby Książki.

Podwyżka dotyczyć będzie też podręczników. Rodzina z dwojgiem dzieci w wieku szkolnym zamiast ok. 300 zł za komplet, wyda nawet 60 zł więcej.

Ewa Świerżewska, redaktor portalu Qlturka.pl poświęconego m.in. książkom dla dzieci, obawia się, że podwyżka może niekorzystnie odbić się na poziomie sprzedaży wydawnictw, zwłaszcza dla najmłodszych. - Problem będzie szczególnie dotyczyć książek najbardziej wartościowych, ambitnych, ładnie wydanych, które już obecnie są drogie. Nawet kilkuprocentowa podwyżka sprawi, staną się one jeszcze mniej dostępne - ubolewa Ewa Świerżewska.

Wydawcy wciąż czekają na decyzje resortu finansów w sprawie okresu przejściowego: proponują, by egzemplarze, które zostały wydrukowane przed 31 grudnia, można było przez cztery miesiące wyprzedawać z zerową stawką. Decyzję resort podjąć ma dziś wieczorem.

Pocieszeniem jest to, że potanieją audiobooki oraz e-booki (ale tylko te na nośnikach fizycznych, np. na płytach CD lub DVD). Stawka podatku VAT z obecnych 22 proc. spadnie do 5 proc. - Na tańsze e-booki w wersji online poczekamy, aż zmienią się przepisy unijne – dodaje.”(...)
http://podatki.onet.pl/po...6,1,prasa-detal

andros - Pon Gru 13, 2010 21:35

Kultura w/po... (100)
Więcej kultury, proszę państwa

„Ruch Obywatele Kultury przedstawił w sobotę w Warszawie Pakt dla Kultury – pierwszą w demokratycznej Polsce propozycję umowy społecznej, której przedmiotem jest kultura.
Ten dokument to nowość w europejskiej praktyce dialogu społecznego – dotychczas wyłączną domeną paktów społecznych była gospodarka i polityka socjalna. Najbardziej znane przykłady to umowa społeczna o wychodzeniu z kryzysu, zawarta pod koniec lat 80. w Irlandii między rządem, pracodawcami i związkami zawodowymi czy polski pakt społeczny z 1993 r., który określał zasady prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych i zobowiązania państwa wobec pracowników.”(...)

Więcej:
http://obywatelekultury.p...nstwa/#more-626

andros - Sro Gru 22, 2010 09:14

Kultura w/po... (101)
Teatry i domy kultury jedną placówką

W ramach jednej placówki będą mogły działać teatry i domy kultury oraz biblioteki i galerie sztuki.

Usprawnienie funkcjonowania instytucji kultury – to najważniejszy cel nowelizacji ustawy o działalności kulturalnej. Ustawodawca chce to osiągnąć przez umożliwienie łączenia ze sobą takich miejsc jak biblioteki czy muzea. Projekt ustawy, który wprowadza takie rozwiązania, został opracowany przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Wczoraj przyjął go rząd.

Według nowych regulacji instytucje kultury zostały podzielone na dwie kategorie: instytucje artystyczne i inne instytucje kultury. Do pierwszej grupy należeć będą teatry, filharmonie, opery, operetki, zespoły chóralne itd. Instytucje artystyczne są powołane do prowadzenia działalności z udziałem twórców i wykonawców posiadających kwalifikacje zawodowe. Jeżeli zaś chodzi o pozostałe instytucje kultury, to wśród nich znalazły się muzea, biblioteki, domy kultury i galerie. W trakcie konsultacji społecznych Federacja Związków Zawodowych Pracowników Kultury i Sztuki poparła konieczność stworzenia takiego podziału. Według organizacji powinien on jednak dotyczyć nie tylko specyfiki działalności artystycznej, ale także kilku innych aspektów, np. spraw finansowych.

Zgodnie z opinią autorów projektu ustawy prowadzenie np. teatru i galerii lub ogniska muzycznego i orkiestry w ramach jednej instytucji pozwoli na lepsze wykorzystanie środków finansowych, bazy lokalowej i kadr.

W trakcie konsultacji społecznych wiele kontrowersji wzbudziła jednak możliwość połączenia biblioteki z innymi instytucjami kultury oraz połączenie biblioteki szkolnej z publiczną. Jak argumentuje Anna Wiśniewska z Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Krakowie, łączenie bibliotek z innymi instytucjami kultury będzie skutkować ograniczeniem rozwoju jednej placówki kosztem drugiej, a nawet likwidacją jednej z nich. Łączenie dwóch bibliotek, jak obawia się Wiśniewska, nie przełoży się na połączenie budżetów obu placówek, ponieważ osobą zarządzającą w gminie pieniędzmi będzie wciąż ten sam wójt lub burmistrz. Tymczasem wyżej wymieniona FZZPKiS jest w szczególności przeciwna łączeniu bibliotek i muzeów.

Jak uspokaja MKiDN, regulacje dotyczące łączenia instytucji nie wpłyną negatywnie na funkcjonowanie bibliotek, a nowe przepisy będą stosowane bardzo ostrożnie.

– W takiej sytuacji będzie wymagana zgoda ministra kultury, opinia Krajowej Rady Bibliotecznej oraz opinia biblioteki wojewódzkiej. To bardzo duże ograniczenia – komentuje Juliusz Braun, dyrektor departamentu strategii i analiz w MkiDN.
http://prawo.gazetaprawna...a_placowka.html

andros - Sro Gru 22, 2010 18:18

Kultura w/po... (102)
Dzieci i młodzież w roli uczestników i twórców kultury

Już od stycznia 2011 ruszy realizacja 42 projektów nowoczesnej edukacji kulturalnej, które otrzymały granty w ramach Akademii Orange. W II edycji Programu, dzieci i młodzież będą tworzyć muzykę w oparciu o techniki cyfrowe, przygotują gry edukacyjne, interaktywne mapy regionów, wideo dokumentacje, przeprowadzą eksperymenty artystyczne, zapoznają się z kulturą dalekiego wschodu. Łączna pula dofinansowania od Fundacji Orange wynosi 1,5 mln złotych.

Fundacja Orange wierzy, że kultura łączy ludzi, rozwija kreatywność, poszerza horyzonty oraz uczy otwartości na innych. Aby skutecznie zachęcić współczesną młodzież do uczestnictwa i tworzenia kultury, warto pokazywać, że internet i nowoczesne technologie mogą być nie tylko rozrywką, ale także narzędziem do zdobywania wiedzy i pokonywania barier społecznych. Dlatego właśnie w 2009 roku powstał program Akademia Orange, który koncentruje się na nowoczesnej edukacji kulturalnej dzieci i młodzieży, aby wspierać nowatorskie działania organizacji pozarządowych, placówek oświatowych i instytucji kultury (teatry, galerie, muzea, biblioteki, etc.) z całego kraju.

Nagrodzone w II edycji projekty skierowane są m.in. do dzieci niepełnosprawnych, niewidomych, pochodzących z ubogich regionów i dzielnic, do wychowanków domów dziecka czy zakładów poprawczych. Poprzez aktywne uczestnictwo w warsztatach, wydarzeniach kulturalnych i tworzenie materiałów, mają okazję poznawać otaczający świat, integrować się z grupą, a także uwierzyć we własne możliwości.

Łącznie w II edycji zgłoszonych zostało 461 projektów. Zwycięskie inicjatywy wyłoniła Kapituła Akademii Orange, w skład której wchodzą uznane autorytety świata edukacji, nowych technologii, kultury i mediów: prof. dr hab. Barbara Fatyga – antropolog kultury, Jacek Michałowski – psycholog, szef Kancelarii Prezydenta RP, Wojciech Krukowski – historyk sztuki, menadżer kultury, wieloletni dyrektor Centrum Sztuki Współczesnej, Ewa Zadrzyńska – reżyser filmów fabularnych i dokumentalnych, Edwin Bendyk – dziennikarz, specjalista od nowych technologii, dr Alek Tarkowski – socjolog, koordynator projektu Creative Commons Polska oraz Jadwiga Czartoryska – Prezes Fundacji Orange.(...)
http://kulturasieliczy.pl...tury/#more-2997

andros - Sob Gru 25, 2010 12:00

Kultura w/po... (103)
Akademia Orange dla Bibliotek

W maju 2010 r. Samorządowa Biblioteka Publiczna w Kępnie złożyła wniosek o dotację finansową z programu „Akademia Orange dla Bibliotek". W ramach projektu Biblioteka otrzymała wsparcie finansowe. Pozyskanie środków pozwoliło na zakup sprzętu i oprogramowania niezbędnego do zapewnienia czytelnikom bezpłatnego dostępu do szerokopasmowego łącza internetowego. Fundacja pokryje także roczny koszt abonamentu za korzystanie z łącza.

Celem programu, zainaugurowanego przez Fundację Orange, jest wspieranie rozwoju społeczeństwa informacyjnego poprzez zwiększenie dostępu do nowych technologii komunikacyjnych i promocję ich wykorzystania tak, by biblioteki publiczne na wsiach i w małych miastach stały się nowoczesnymi, wielofunkcyjnymi centrami informacyjnymi, kulturalnymi i edukacyjnymi.
http://samorzad.pap.com.p...Sum=-1945211773

andros - Pon Gru 27, 2010 10:25

Kultura w/po... (104)
Najlepsze w Polsce

Najlepsze w Polsce - takim godłem może się posługiwać przez najlepsze trzy lata Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy Jarocin. Certyfikat Konsumenckiego Konkursu Jakości Usług „Najlepsze w Polsce" - „The best in Poland" jarocińska książnica otrzymała za kreatywność w tworzeniu atrakcyjnej oferty kulturalnej i edukacyjnej dla społeczeństwa.

W czwartek, 9 grudnia, w Sali Czerwonej Pałacu Działyńskich w Poznaniu odbyła się uroczystość wręczenia certyfikatów XIV edycji konkursu. W tej edycji udział wzięło 21 firm usługowych o bardzo zróżnicowanym profilu: m.in. banki, szpitale, ciastkarnia, sanatorium, a wśród nich jarocińska biblioteka. Honorowym patronatem imprezę objęła prof. Jadwiga Rotnicka, Senator Rzeczpospolitej Polskiej.

Konsumencki Konkurs Jakości Usług „Najlepsze w Polsce" jest kontynuacją znanego od 1992 r. konkursu „Dobre, bo polskie". To rodzaj plebiscytu konsumenckiego, w którym o wyróżnieniu decyduje ilość oddanych przez konsumentów głosów, oceniających jakość usług.

Organizatorem przedsięwzięcia jest Towarzystwo im. Hipolita Cegielskiego, Wielkopolskie Zrzeszenie Handlu i Usług, Wielkopolska Izba Rzemieślnicza. Patronat medialny pełnią: Głos Wielkopolski, Radio Merkury S.A., Telewizja Poznań, Europejski Magazyn Europartner.
http://samorzad.pap.com.p...kSum=1060767779

andros - Sob Sty 01, 2011 11:52

Kultura w/po... (105)
Akademie kształcą bezrobotnych

Co roku naukę w uczelniach artystycznych kończy coraz więcej studentów; najbardziej popularne są ostatnio uczelnie muzyczne. Szkolnictwo artystyczne kształci jednak za dużo absolwentów – z danych GUS wynika, że 21-25 proc. nie znajduje zatrudnienia w zawodzie.

Nie wszyscy absolwenci szkół artystycznych mogą liczyć na pracę w zawodzie. Informację o zatrudnieniu absolwentów szkół artystycznych w Polsce zaprezentował podczas posiedzenia sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu sekretarz stanu w resorcie kultury Piotr Żuchowski.

W Polsce jest osiem akademii muzycznych, siedem akademii sztuk pięknych, dwie uczelnie teatralne, jedna teatralno-filmowa i jedna muzyczno-plastyczna (powstała we wrześniu 2010 roku Akademia Sztuki w Szczecinie, kształcąca zarówno muzyków jak i plastyków).

Żuchowski zwrócił uwagę, że w sumie minister kultury nadzoruje 19 wyższych szkół artystycznych, które umiejscowione są w Warszawie, Krakowie, Łodzi (po trzy uczelnie), Gdańsku, Katowicach, Poznaniu, Wrocławiu (po dwie uczelnie), Bydgoszczy i Szczecinie (po jednej). Uzupełnieniem tej sieci są trzy jednostki - wydziały zamiejscowe lub filie w Białymstoku i Wrocławiu.

Z informacji wynika, że liczba absolwentów uczelni artystycznych ogółem w roku akademickim 2007/08 wyniosła 2250, w 2008/09 - 2510, w 2009/10 - 2787 osób. W roku 2007/08 liczba absolwentów uczelni plastycznych to prawie 1100 studentów, rok później - 1194, a w 2009/10 - 1214. Uczelnie muzyczne ukończyło w 2007/08 - 986, rok później - 1083, w 2009/10 - aż 1265. Najmniej absolwentów kształcą szkoły teatralno-filmowe: w 2007/08 - 165, rok później - 233, w 2009/10 – 308.

Złe wieści

Nie wszyscy absolwenci szkół artystycznych mogą liczyć na pracę w zawodzie. Z danych GUS wynika, że ok 21-25 proc. absolwentów nie znajduje zatrudnienia zgodnego z uzyskanym wykształceniem.

Z informacji przedstawionej przez Żuchowskiego wynika, że trudno obecnie określić, jaki procent absolwentów utrzymuje się z wykonywania wolnego zawodu, a jaki z innej pracy. Projekt noweli ustawy o szkolnictwie wyższym nakłada na uczelnie obowiązek badania losów swoich absolwentów. Uczelnie mają w przyszłości monitorować kariery zawodowe swoich absolwentów, aby dostosować kierunki studiów i programy kształcenia do potrzeb rynku pracy.

Nowe kierunki

Już teraz, jak wynika z zaprezentowanej informacji, uczelnie artystyczne dostosowują kształcenie do potrzeb rynku. Wzbogacana jest oferta edukacyjna, wprowadzane są nowe kierunki kształcenia zgodnie z zapotrzebowaniem rynku pracy np. nowe media, multiteka, muzyka kościelna. Ze względu na potrzeby rynku, szkolnictwo plastyczne rozwija np. ofertę kształcenia na kierunkach projektowych, m.in. na kierunku grafika tworzone są specjalności: grafika cyfrowa, komunikacja wizualna, intermedia.
http://biznes.interia.pl/...awodzie,1572024

andros - Sro Sty 12, 2011 09:56

Kultura w/po... (106)
Ekonomia kultury w Gnieźnie

Czy miastu takiemu jak Gniezno potrzebna jest kultura, szczególnie ta tworzona przez niezależne stowarzyszenia i inne organizacje pozarządowe? Po lekturze projektu tegorocznego budżetu można wysnuć wniosek, że niekoniecznie. Kwoty przeznaczone na organizację przedsięwzięć kulturalnych, przyznawane przez miasto w otwartych konkursach, zostały obniżone o 20 tys. Może według niektórych jest to kwota, o którą nie warto kruszyć kopii, ale jeśli cała suma finansowania miejskich wydarzeń kulturalnych ma wynieść 30 tys., to robi się groźnie.

Ograniczenie wydatków to najprostszy sposób na oszczędności w miejskiej kasie. Mieszkańcy szybko zauważą, że nie odśnieżono ulic czy nie wybudowano nowych dróg, ale zawsze można przecież ściąć wydatki na kulturę. I to właśnie zrobiły władze miasta.

Jako mieszkańcy Gniezna postanowiliśmy nie patrzeć biernie, jak kolejny raz odbiera się nam środki na działalność kulturalną. Wystosowaliśmy list otwarty do rady miasta, w którym domagamy się utrzymania dotychczasowej kwoty subwencji – czyli 50 tys. złotych. Pod dokumentem podpisało się kilkadziesiąt osób, które nie tylko czynnie uczestniczą w życiu kulturalnym i społecznym miasta, ale też życie to współtworzą. Pismo zostało opublikowane na gnieźnieńskich portalach. Dokument spotkał się z dużym zainteresowaniem mieszkańców w internecie. Jeszcze przed głosowaniem nad budżetem dostaliśmy odpowiedź od Łukasza Naczasa, przewodniczącego Komisji Promocji, Kultury i Turystyki Rady Miasta Gniezna. Pisze on: „Kwota konkursowa na organizację imprez ma oscylować w granicach 30 000 PLN. Co jest obniżką, ale nie na tyle radykalną, by wznosić alarm”. Razem z odpowiedzią otrzymaliśmy także zaproszenie na spotkanie komisji, która będzie obradować nad tegorocznym budżetem.

Odpowiedź władz miasta na list otwarty nie usatysfakcjonowała nas, jednak samo jej pojawienie się świadczy o tym, że nasze działanie może coś zmienić. Najważniejsze to przełamać bierność i pokazać, że w mieście nic nie może się dziać bez wiedzy mieszkańców. Prawdziwa demokracja nie polega na tym, że uczestniczy się w niej tylko podczas wyborów - ale przez cały czas, zwłaszcza gdy władza chce odebrać obywatelom ich prawa.

Czekamy na wynik spotkania z władzami miasta, wierząc, że  – niezależnie od ich rezultatu  –  nasze działanie ma sens.
http://www.krytykapolityc...e/menuid-1.html

andros - Czw Sty 13, 2011 12:26

Kultura w/po... (107)
Pasjonaci czy idioci ?
Gorzko-kwaśna refleksja pewnej młodej animatorki z miasta stutysięcznego


O pracy w tzw. „budżetówce” krążą mity. Najczęściej podszyte niechęcią do „urzędasów” co to zza biurka się nie wychylą, a do tego „trzynastka” i pełny ZUS. Nawet wczasy pod gruszą mają. Siedzą panie, nic nie robią a kasa leci i latka do emerytury też.

Pracownicy ośrodków/domów kultury to też ludzie jakby budżetówki, bo każda ich pensja i  premia idzie z pieniędzy podatników.

Inspiracją do niniejszego artykułu okazała się niewinna wyprawa na urodzinowe przyjęcie. W czasie tego przyjęcia rozwinęła się dyskusja poruszająca w skrócie takie kwestie:  Co tak naprawdę robią pracownicy domu kultury, skoro imprezy można policzyć na palcach jednej  ręki? Po torcie dyskusja rozwinęła się w pytanie: dlaczego w pobliskich ośrodkach (w tym także w moim) nie ma „nic fajnego”, a kiedy już jest to dlaczego nikt o tym nie wie? Po co  te całe sekcje i kółka i czy ktoś na to chodzi? A tak w ogóle po co są te całe domy kultury i czy aby przypadkiem nie istnieją one jedynie jako omszały i skostniały relikt poprzedniego ustroju? A w ogóle przecież są inne palące sfery życia publicznego, jak chociażby szkolnictwo czy służba zdrowia, więc może lepiej byłoby przesunąć środki  na cele bardziej pożyteczne?

Oczywiście można było teraz:
a) przytoczyć uczestnikom dyskusji definicję kultury i jej rolę w dziejach ludzkości
b) zadać sobie pytanie jaki reprezentują poziom intelektualny.

Nie zrobiłam tego jednak. Z widelczykiem w dłoni i wypiekami na twarzy postanowiłam walczyć!

Nie jest tajemnicą , że modne ostatnio słowo kryzys zagościło we wszystkich dziedzinach życia. W kulturze też. Ma ono całkiem realne kształty i namacalne skutki.

Praca w kulturze z pewnością wymaga od pracowników pasji. Nikt mi nie powie, że nieregularny czas pracy, praca w weekendy i święta, wieczorami i w  nocy jest cool. Względy finansowe też nie wchodzą w grę, bo płace mamy niskie i tak naprawdę już dawno „zamrożone”. Nadgodziny są do wybrania, nigdy do wypłacenia. Do tej pory jednak , było tak, że każda nowa impreza wiązała się z adrenaliną, dreszczykiem pozytywnych emocji i wielką radochą - jak pakowanie prezentów pod choinkę. Tworzyliśmy coś dla innych i frajdą było szukanie niszowych zespołów, koncerty najlepszych muzyków, promowanie twórczości - naszym zdaniem - wartościowej. Ogromnym polem do popisu były organizowane warsztaty plastyczne z udziałem zaproszonych gości, zakładanie nowych sekcji, inicjowanie kół zainteresowań dla osób starszych - aktywizacja (skuteczna!) społeczeństwa w różnym wieku.

Oczywiście zawsze był problem z pieniędzmi, rzadko starczało na wszystkie nasze pomysły i inicjatywy ale przynajmniej na etapie planowania, proponowana przez nas kultura była z rozmachem i przez duże K!

Tymczasem ktoś między śledziem a bigosem, pyta mnie o sens utrzymywania takich ośrodków i o to co się w nich dzieje i dlaczego tak mało. Zrobiłam się czerwona, ale nie z powodu rolmopsa, który utkwił mi w przełyku. Byłam wściekła. Nie bacząc na okazję wygarnęłam gościom to, co od dawna siedzi mi na wątrobie!

Mianowicie, nie obchodzi mnie jak nazwać stan rzeczy w jakim się znaleźliśmy - czy to kryzys, fatalny zbieg okoliczności czy znak czasów, fakty są takie, że drastyczne cięcia w finansach ciągnął za sobą ogromne konsekwencje. W ramach oszczędności na przykład łączy się etaty. Wkrótce dojdziemy do sytuacji w której pan - nazwijmy go Zenek - rano zamiata liście, w południe prowadzi kółko baletowe zręcznie wymykając się, by  udziergać berecik na kółku koronczarek, a wieczorem przykleja sobie wąsik i występuje na scenie. Zakresy obowiązków poszerzają się jak gumka z majtek.

A wymagania rosną. Wbrew powszechnie krążącej opinii nie pracują tam nieudacznicy i obiboki. Mnogość zadać i ich ogromna rozpiętość sprawia, że jesteśmy wielofunkcyjni. Trzeba bowiem być specjalistą w swej dziedzinie. Trzeba mieć przygotowanie pedagogiczne. Najlepiej lubić dzieci  i młodzież, być mega kreatywnym i cierpliwym - bo na zajęciach świetlicowych to się przyda, żeby zając się 40 osobową grupą .Wtedy następuje wielka mobilizacja i każdy , kto ma przygotowanie pedagogiczne „wskakuje na pokład”- czy to księgowa, plastyk czy organizator imprez. Nie ma dodatkowych środków żeby zatrudnić animatora, więc radzimy sobie sami. Towarzyszy nam nieustanna presja. Z jednej strony wymagania żeby kultura była „wysoka”, świeża, odkrywcza, z drugiej strony na nowe, nieznane zespoły przychodzi garstka ludzi. Jak mamy promować młodych twórców, kiedy nie mamy na to środków? Jak mamy serwować niszową, wysoką kulturę, kiedy najlepiej sprzedaje się  albo impreza typu krupniok z piwem, albo nazwiska tak popularne, że zwyczajnie nie stać nas na takich artystów. 
 
Dochodzimy do granic absurdu! Jak promować imprezę kiedy nie ma środków na druk plakatów, spot reklamowy, ogłoszenie w prasie? Kiedy muszę wziąć afisze drukowane na zwykłej atramentówce i własnym samochodem, z prywatnym paliwem rozwozić je gdzie się da?

Strach zrobić coś nowego, bo zwyczajnie nie stać nas na ryzyko pustej sali. Promuje się więc to, co znane i o czym wiemy że się sprzeda, komercję i to co modne. Jak to się ma do misji ośrodków kultury? Większość zespołów na polskiej scenie zaczynała gdzieś tam w ośrodku kultury, często na końcu świata, w małej ciasnej klitce. Tam mieli dostęp do sceny, sprzętu nagłaśniającego, oświetlenia itp. Nikt nie rodzi się od razu wielkim, ukształtowanym twórcą, a anonimowe nazwiska nie przyciągają tłumów.

To właśnie ośrodki kultury są  miejscem dojrzewania, pierwszej selekcji, pierwszych prezentacji przed publicznością. Tymczasem jakość tego, co serwujemy jest coraz bardziej rozcieńczona, jak mleko z kiepskiego marketu, za to bilet tańszy o 5 zł. Koncerty w pakietach z darmowym posiłkiem. Artyści, którzy jadą ze Szczecina w trójkę na rowerach żeby „zagrać” za 300 zł  to pasjonaci czy - za przeproszeniem - idioci? Gdzie biegnie granica między tym co jeszcze jest kulturą, a  tym co żenującym wyrobem kulturopodobnym?

Skoro tak jest, to może zamknąć to w... , a każdy we własnym zakresie się „odchami”?
Może...

Gdzieś w te dywagacje trzeba jeszcze upchnąć takie fakty:
Na spotkanie sekcji i kół zainteresowań rodziców z instruktorami przyszło tyle ludzi, że sala pękała w szwach. Jeden dziadek szturcha drugiego w bok i mówi „panie, a co tu całe miasto jest?” Nie wszyscy zapisali się, z prozaicznego powodu braku miejsc. Chętnych jest mnóstwo.

Funduszy na pensje dla instruktorów mało. Dzieci które raz przyszły na cykliczną, niedzielną bajkę przychodzą co miesiąc. Młodzi ludzie chcą tańczyć, śpiewać i grać w kabarecie (a podobno tylko grają na kompie i łykają dopalacze:)). Na zajęcia świetlicowe (półkolonie) dla dzieci w mieście lista zapełnia się w dwa dni. Tzw. „kulturalne” wyjazdy do Krakowa zawsze są w pełni „obsadzone” itd..

Pracuję „w kulturze” kilka lat. Ta praca ma sens i jest potrzebna.  Oprócz pieniędzy, trzeba jednak żebyśmy zmienili również swój stosunek do szeroko rozumianej kultury. To jest potrzebne. Jest nam potrzebne coś więcej niż bułka z szynką, żeby człowiek nie był jedynie elementem przyrody. Po przydługim wywodzie zadałam swojemu rozmówcy pytanie, będące z kolei odpowiedzią na jego pytanie, zadane kilka minut wcześniej:
Czy interesuje się repertuarem domu kultury, skoro zarzuca mi, że o niczym nie wie? Czy wchodzi na stronę www, czyta prasę, słucha radia? Nie. Zna za to wszystkie promocje w Saturnie i Kauflandzie z trzech weekendów do tyłu.

W kulturze jak w życiu wiele się zmienia. Wciąż są ludzie , którzy chętnie do nas przychodzą ale chcieliby aby ich zakład pracy dofinansował bilety. Są emeryci, których nie stać na bilety po 40 zł. Są dzieci, które chcą grać na instrumencie, ale nie ma już miejsca w sekcji. Są ludzie około trzydziestki, którzy sami nie wiedzą czego chcą, ale wolą siedzieć w knajpach, bo domy kultury nie są modne. I wreszcie jest młodzież, której trzeba zaproponować ofertę nowoczesną, wykorzystującą nowe media i środki przekazu. Aby ją przyciągnąć nie wystarczą już świecowe kredki i stół do ping-ponga, a wiadomo, że im wcześniej młodzi ludzie do nas przyjdą, tym bardziej  i mocniej szeroko rozumianą kulturą się zarażą!

Na to wszystko potrzeba pieniędzy - zgoda. Ale niebagatelne znaczenie ma  ciekawość świata, otwartość i wyrabianie w sobie ( i naszych dzieciach) nawyku i potrzeby uczestniczenia w czymś więcej, niż kolejna wyprzedaż w Tesco.

Na zakończenie dwie skrajne postawy. Po jednym z festiwali, o 22.00 dzwoni prywatna komórka mojej koleżanki z pracy i  pewna publiczna osoba dziękuje za tak wspaniały przegląd dla młodzieży, za świetną i życzliwą obsługę (to o nas) i pracę z pasją .To dodaje skrzydeł.

Podcina je natomiast pewna pani, która przychodzi na zajęcia plastyczne z dwójką rozbrykanych synów. Chłopcy wcale nie chcą tu być, ale mama mówi tak: „Wie pani, nie wiem gdzie ich dać, a dom mi rozwalają, to przyszłam tu. Za te 10 zł mam ich z głowy, a takie tam rysunki to każdy głupi zrobi. Na plastyce proszę pani to się zna każdy. Ja też” Cóż…

Pocieszam się jedynie myślą, że znająca się na plastyce pani, wbiła się w ostatni krzyk mody -pasiastą tunikę w której  (zgodnie z prawidłami plastyki) wyglądała jak stary bosman!!! :)

Biorąc pod uwagę ciągłe zmniejszanie wydatków na kulturę, zastanawiam się na ile starczy sił, znanym mi z pracy pasjonatom, nim popukają się w głowę i znajda inną pracę aby z pasjonatów nie zmienić się w idiotów i frajerów...

Baśka z Wilków
http://www.kreatorkultury.pl/rozrusznik-114

andros - Pon Sty 17, 2011 14:02

Kultura w/po... (108)
Wygrana bitwa o kulturę w Gnieźnie

W projekcie budżetu miasta Gniezno na rok 2011 zapisano 30 tys. na miejskie konkursy dla organizacji pozarządowych działających w obszarze kultury, czyli na niezależne festiwale, koncerty, wystawy i inne działania, których organizowaniem zajmują się gnieźnieńskie ngos-y. Rok temu na ten sam cel przeznaczono 50 tys. zł. Obcięcie tej sumy o 40proc. władze miasta tłumaczyły kryzysem. Argumenty te nie przekonały lokalnych działaczy.

Wydaje nam się niedopuszczalne, by w prawie 70-tysięcznym mieście ze 150-milionowym budżetem, stowarzyszenia zajmujące się kulturą zasługiwały jedynie na 30 tysięcy złotych dotacji  – pisali w Liście otwartym do Rady Miasta przedstawiciele Klubu Krytyki Politycznej w Gnieźnie, członkowie Wolnego Miasta Gniezna oraz inne lokalne stowarzyszenia, łącznie kilkadziesiąt osób – Bez wolnej kultury współfinansowanej ze środków publicznych, miasto Gniezno stanie się miastem peryferyjnym. Nie można planować rozwoju bez spontanicznej i twórczej działalności artystycznej tworzonej przez ludzi z pasją. Gniezno powinno wykorzystać potencjał, który kreują animatorzy kultury.

Dzięki finansowemu wsparciu miasta nie trzeba biletować imprez czy koncertów, co pozwala na równy udział w imprezach kulturalnych wszystkich mieszkańcom, bez względu na zasobność portfela - tłumaczył Paweł Bartowiak z Klubu KP w Gnieźnie.
Na list odpowiedział Łukasz Naczas, przewodniczący Komisji Promocji, Kultury i Turystyki Rady Miasta Gniezna, pisząc, że obniżka nie jest na tyle radykalna, by wznosić alarm.

Alarm podniesiono, na czwartkowym (13 stycznia 2011) posiedzeniu Komisji Promocji, Kultury i Turystyki Rady Miasta zjawiły się tłumy. Działacze gnieźnieńskich organizacji dyskutowali z władzami miasta na temat kultury niezależnej w mieście i przekonali Komisję. Teraz wszystko w rękach Prezydenta, który musi podpisać budżet.

Wszystko dzięki solidarności, tej prawdziwej, solidarności lokalnych działaczy, którzy tworzą kulturę niezależną w Gnieźnie  – mówi Kamila Kasprzak z Klubu KP w Gnieźnie, jedna z inicjatorek Listu otwartego. Cieszy nas to, że kwota dotacji została utrzymana. Kultura niezależna jest czymś ważnym w miastach takich jak Gniezno – dodaje Paweł Bartkowiak.
http://www.krytykapolityc...a/menuid-1.html

andros - Wto Sty 18, 2011 10:52

Kultura w/po... (109)
Czy czeka nas strajk artystów?

Dyrektor teatru będzie mógł zażądać od producenta serialu rekompensaty za wypożyczenie „swojego" aktora.

To jedna ze zmian, jakie znalazły się w przygotowanej przez Ministerstwo Kultury nowelizacji ustawy o zmianie ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej. Artyści szykują akcję protestacyjną. Koncert przed Ministerstwem Kultury albo spóźnianie występów i odczytywanie przed nimi listów protestacyjnych – to niektóre z ich pomysłów.

Wielu artystów jest bowiem oburzonych propozycjami resortu kultury. Przepisy nowelizacji zmieniają ich sytuację. Po pierwsze – na pracę dla innej instytucji (np. w filmie, serialu) potrzebna będzie zgoda dyrektora. Ten będzie miał prawo zażądać od producenta filmu czy dyrektora innej instytucji rekompensaty. Ale tylko wtedy, gdy aktor wykonuje tę dodatkową pracę w czasie, w jakim powinien pracować w swoim teatrze. Po drugie – będą mogli być zatrudniani na umowy czasowe – od jednego do pięciu sezonów. Po 15 latach takiej pracy artysta będzie mógł liczyć na umowę na czas nieokreślony.

Bunt muzyków

Damian Walentek, waltornista Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach, spekuluje: – Możemy się spodziewać, że pracodawcy będą chętniej wybierali umowę na rok, że to ona będzie standardem. Będzie to dla nas ogromne ryzyko zawodowe, żaden bank nie będzie traktował poważnie osoby, która ma umowę na rok. Środowisko muzyków jest zdeterminowane w walce z nowymi przepisami. Stworzyli Forum Polskich Muzyków Orkiestrowych. Piszą listy do premiera i ministra kultury. – W przypadku orkiestry zatrudnianie na krótkie okresy muzyków może negatywnie wpłynąć na jakość pracy. Potrzeba bowiem lat, by poszczególni muzycy stworzyli dobrą orkiestrę – podkreśla Walentek.

To w tym środowisku najwięcej się mówi o strajku. – Nie wykluczamy takiej ewentualności, choć nie podjęliśmy jeszcze konkretnej decyzji – mówi Walentek.
Minister kultury Bogdan Zdrojewski tłumaczy „Rz", że zmiany prawa mają uelastycznić system. – Nie będzie ograniczenia w zatrudnianiu artystów na dotychczasowych zasadach – zapewnia. – Ale chodzi o to, by pracodawca mógł zatrudnić młodego aktora czy muzyka, dając mu umowę o pracę i jednocześnie nie bojąc się, że trzecią taką umowę będzie musiał zawrzeć na czas nieokreślony. Teraz ci młodzi byli często zatrudniani na umowy cywilne (np. o dzieło – red.) i właśnie wtedy mogli mieć problemy z uzyskaniem kredytów. Zdrojewski dodaje, że nie wyobraża sobie sytuacji, w której dyrektor poważnej filharmonii zatrudniałby muzyków tylko na rok. Jeśli chce mieć dobrą orkiestrę – nie będzie tak robił. A nowe przepisy, jego zdaniem, ułatwią powstawanie nowych scen.

Barbara Borys-Damięcka, senator PO, wiceszefowa Senackiej Komisji Kultury i prezes Stowarzyszenia Dyrektorów Teatrów, tłumaczy: – Kodeks pracy nie sprawdza się w wypadku teatrów. Dyrektorzy zarządzają swoimi teatrami pod kątem kolejnych sezonów i repertuarów. Jeśli dla jakiegoś aktora dyrekcja nie ma propozycji przez kilka sezonów, to szuka kogoś innego, kto mógłby zagrać w repertuarze planowanym przez dyrekcję.

Borys-Damięcka podkreśla, że także w przypadku pracy aktora w innych miejscach dyrektor musi mieć na to wpływ. – Aktor swoją nieobecnością nie może rozbijać planowanego repertuaru. Zwłaszcza że wszelkie świadczenia socjalne (ZUS) znajdują się po stronie teatru – mówi senator.

Marian Opania, związany z Teatrem Ateneum w Warszawie, który grał w serialu „Na dobre i na złe" prof. Zyberta, mówi: – Zawsze była taka niepisana umowa między aktorami i dyrektorami teatrów, że ewentualny udział w serialach miał być konsultowany z dyrekcją. Ja nie miałem z tym problemu, ale słyszałem, że niektórym dyrektorom było nie w smak, że ich aktorzy grają w serialach.

Izabela Kuna, która w serialu „Barwy szczęścia" odtwarza postać Marii Pyrki, jest związana z Teatrem Polskim w Warszawie. – Mam tu etat od 18 lat i zawsze musiałam uzgadniać z dyrektorem teatru swoje plany filmowe czy serialowe, bo to nie mogło kolidować z próbami i spektaklami. Nie robię też dziesięciu rzeczy naraz, bo mam instynkt samozachowawczy – mówi aktorka. Zwraca także uwagę na niskie stawki, jakie obowiązują w teatrze. Ale dodaje, że bez względu na pensję, jaką dostałaby w teatrze czy kinie, jej wybory zawodowe są wyłącznie jej sprawą.
Stanisława Celińska też zwraca uwagę na aspekt finansowy. Związana z Teatrem Współczesnym w Warszawie, grała w serialu „Samo życie" Janinę Kubiak i w serialu „Mamuśki" Halinę Czajkę. – Jeżeli chcemy założyć rodzinę czy wziąć kredyt, musimy grać w serialach. To się da pogodzić. W teatrze gra się wieczorami, a serial kręci się w ciągu dnia. Z dyrektorem zawsze można się dogadać i nie wiem, czy jest do tego potrzebna specjalna ustawa.

Ekwiwalent za aktora

Jan Englert, dyrektor Teatru Narodowego, podkreśla, że kiedyś funkcjonował dobry zwyczaj, że dyrektor innej placówki lub producent, który chciał zatrudnić aktora, czy też sam aktor, zwracali się o zgodę na dodatkową pracę do dyrektora macierzystego teatru. – Ten obyczaj zanika i być może dlatego potrzebna jest ustawa – mówi.
Nowością ma być to, że teatr będzie mógł się domagać np. od producenta serialu rekompensaty choćby za odwołane z powodu nieobecności aktora spektakle. – To w żaden sposób nie dotknie samych aktorów, ale może nie spodobać się np. producentom filmów – twierdzi Englert.

Minister Zdrojewski podkreśla, że propozycje można zmienić. – Jesteśmy nadal otwarci na uwagi – zapewnia.

Projekt ustawy właśnie trafił do Sejmu.

http://www.rp.pl/artykul/...k-artystow.html

andros - Nie Sty 23, 2011 11:10

Kultura w/po... (110)
Jak pracować w kulturze i przeżyć

Pieniądze a kultura, albo pieniądze a twórcy kultury to temat zawsze świeży i zawsze inspirujący. Traf chciał, że zbiegiem okoliczności zagadnienie to pojawiło się dziś w “Gazecie Wyborczej”, w “Dużym formacie” i w felietonie Macieja Nowaka na stronie Krytyki Politycznej. Gazeta skupia się głównie na tym, jak być artystą i przeżyć, Nowak próbuje naszkicować sylwetkę dzisiejszego sponsora kultury.

W artykule „Napisałeś książkę? Pożyjesz 100 dni” Jerzy Pilch mówi o swych współbraciach w doli i niedoli twórczej: “Jaka część głodujących rzesz literatów głoduje z lenistwa? 95 czy tylko 92 procent? Czekając na natchnienie, można się jednak gdzieś zatrudnić”.

Kontrapunktem do opinii Pilcha może być wywiad Katarzyny Surmiak Domańskiej z pisarką i poetką Tamarą Bołdak Janowską “Proszę wszystkich, żeby ubrali się na biało”, twórczynią, która przez 15 lat wydała 14 tomów poezji i prozy i tylko raz dostała za nie honorarium.

Polecamy uwadze i lekturze oba teksty. Pierwszy dostępny jest na stronie internetowej www.wyborcza.pl (zakładka kultura), drugi póki co, tylko w wydaniu papierowym. Warto czytać równolegle. Momentami iskrzy.

Z kolei Maciej Nowak stawia nas przed dość złożonym problemem: czy współczesny sponsor kultury to tylko lekko zmodyfikowany badylarz przełomu lat 80 i 90? Po odpowiedź proponujemy sięgnąć tu:
http://www.krytykapolityc...menuid-350.html

http://kulturasieliczy.pl...ezyc/#more-3301

Saracen - Nie Sty 23, 2011 14:46

Iza Kuna- o włos przegrałem z nią w Hartley- Merill. Ale z takim tekstem, jaki stworzyła przegrać to nie grzech :usmiech:
andros - Sro Lut 02, 2011 10:42

Kultura w/po... (111)
Sztuka w nowych miejscach – wystawa Isabel I. March w “Skwerze”

Tomasz Szlendak w jednym z raportów opublikowanych w tomie “Kultura miejska w Polsce” pisze o tym, że przestrzeniami aktywności kulturalnej są dziś takie miejsca jak galerie handlowe, puby, kurorty wakacyjne. Cechą tych miejsc jest to, że pozwalają łączyć działania związane z zupełnie różnymi aspektami aktywności – zakupy obok galerii, jak w Stary Browarze, seans w kinie po wizycie z dziećmi w baseniku z kolorowymi piłeczkami w centrum handlowym.

Do owej wielofunkcyjnej natury współczesnego człowieka próbują dostosować swoją działalność bary, knajpy, modne centra kultury. Efektem działań opartych na takich założeniach jest wernisaż prac Isabel I. March w filii centrum Artystycznego Fabryka Trzciny “Skwer”, który odbędzie się ostatniego dnia stycznia.

Projekt nie tylko odbywa się w miejscu zwykle ze sztuką nie kojarzonym, ale będzie miał dodatkowo oprawę muzyczną w formie minirecitalu tria Attention. Co niemniej ciekawe sam pomysł prac powstałych na wernisaż oparty został na dialogu i wzajemnym oddziaływaniu malarstwa i fotografii. Jak piszą autorki wystawy, celem było pokazanie jak niewiele w istocie dzieli malarstwo od fotografii, jak płynne bywa przejście między jednym a drugim. Interdyscyplinarność projektu znajduje wyraz nie tylko w umiejscowieniu go w przestrzeni modnego w mieście pubu, ale również w łączeniu różnych języków artystycznej ekspresji i to zarówno w prezentowanych pracach, jak i w proponowanej oprawie muzycznej.
http://kulturasieliczy.pl...erze/#more-3352

andros - Czw Lut 03, 2011 10:47

Kultura w/po... (112)
Lokalność to mieszkańcy, a nie NGO-sy

Przez ostatnie dwa lata w Warszawie pojawia się coraz więcej inicjatyw lokalnych. Co roku swoje święto ma kilka kolejnych warszawskich ulic, powstają nowe kawiarnie. Pojawia się lokalny dzielnicowy patriotyzm, który sprawia, że specyficzną sympatią darzymy tych znajomych, którzy mieszkają w sąsiedztwie. Większa ilość lokali gastronomicznych i miejsc związanych z kulturą sprawia, że można prowadzić bogate życie towarzysko-kulturalne bez opuszczania swojej dzielnicy. Ten nowy trend ma szansę doprowadzić do powstania silnych lokalnych centrów i sprawić, że - tak jak w Berlinie czy w innych policentrycznych miastach - narzekanie na brak jednego centrum przestanie być powszechnym i uznanym głosem na temat przestrzeni miejskiej Warszawy.

Warszawska lokalność pod koniec 2010 doczeła się badania. Niedawno został opubliczniony raport z badania przeprowadzonego w stolicy w okresie od 1 lipca do 15 grudnia 2010 roku przez Fundację Obserwatorium pt. Warszawa lokalna. Jego głównym celem była ewaluacja polityki kulturalnej oraz działań podejmowanych w obszarze kultury przez urzędy dzielnic z szczególnym uwzględnieniem współpracy z organizacjami pozarządowymi.
 
Raport Fundację Obserwatorium jest o tyle ważny, co problematyczny. Rozbija wizję Warszawy jako całości, ale w większości rozdziałów nie dotyka realnej tkanki miasta i jego mieszkanek i mieszkańców. Koncentruje się na rozmowach z naczelnikami/naczelniczkami oraz urzędniczkami/urzędnikami, ale nie pokazuje ludzi. Czy myśląc o lokalności, myślą o urzędzie?

Czy szukają tam informacji, czy wręcz przeciwnie - działając lokalnie, omiją urząd z daleka, żeby nie mieszać życia codziennego i walki z biurokratyczną strukturą? Wyniki badań Warszawy lokalnej pokazują nie tyle to, co się dzieje w dzielnicach, ile to, jak administracja miejska widzi sama siebie i obszar, którym zarządza. Dowiadujemy się, że urzędniczki i urzędnicy są przeciążeni, że narzekają na nadmiar biurokracji, która zabija pasję, zabiera czas na merytoryczne dyskusje i na pracę w terenie. Podobne priorytety i ograniczenia mają chyba autorzy i autorki raportu.

Z Warszawy lokalnej można się dowiedzieć, jakie są budżety poszczególnych dzielnic: która wydaje najwięcej na kulturę (Mokotów 28 mln złotych w 2010 roku), a która najmniej (Wesoła 2,3 mln złotych w 2010 roku). Ile dzielnicowych stron ma zakładkę „kultura” (16 z 18), oraz ile ze stron www uwzględnia niepełnosprawnych odbiorców i odbiorczynie (11 z 18). Które dzielnice więcej uwagi skupiają na wydarzeniach kulturalnych, a dla który kultura nie jest priorytetem. Czy można urząd dzielnicy polubić na Facebooku albo wejść na niego przez naszą-klasę? Ile jest serwisów kulturalnych i lokalnych gazetek. Jakie książki można przeczytać o dzielnicy? Nie pojawia się jednak pytanie, kto z nich korzysta i w jakim zakresie? Czy dzielnicowe portale są traktowane jako źródło informacji przez mieszkańców i mieszkanki, a może w ogóle tam nie zaglądają? Czy jest sens drukować ulotki, które nie trafiają do skrzynek, ale są umieszczone jedynie w urzędzie, czy nie? 
 
Nie dowiadujemy się, czy sposób, w jaki dzielnica się komunikuje, jest skuteczny i odpowiedni dla zwykłych mieszkańców - takich, co nie pracują w urzędzie ani w jednej z organizacji pozarządowej. Przecież nie każdy, kto chce być aktywny musi mieć swojego NGO-sa. Nie wiemy, jak mieszkańcy widzą swoją dzielnicę? Czego im brakuje? Czy czują się związani z miejscem i jak postrzegają tożsamość miejsca, w którym żyją. Znacznie ważniejsze okazało się to, jakie projekty zostały zrealizowane (i czy miały materiały promocyjne) oraz jakie gadżety produkują poszczególne dzielnice. Czy są to t-shirty, smycze, pendrivy czy inne - nawet jeśli, co autorzy zauważają, mało kto je dostaje. Gadżety, lepsze materiały promocyjne są przeznaczone dla specjalnych gości, czasowych współpracowników czy innych VIP-ów. Lokalność jest marką na eksport, a nie czymś, z czego mają korzystać mieszkańcy. Z raportu można się dowiedzieć, czego się nie dostanie w prezencie od swojej dzielnicy, ale nie jak skutecznie się z nią komunikować jako mieszkanka czy mieszkaniec.

Co więcej, mimo że mowa o lokalności w raporcie nie ma miejsca na relacje sąsiedzkie. Tym, co głównie interesuje autorów i autorki badania, oraz co według nich powinno interesować również urzędników, to nie relacje z mieszkańcami i mieszkankami, ale z organizacjami pozarządowymi. Wyjątkiem jest rozdział Aleksandry Litowicz i Elżbiety Anny Sekuły „Przestrzeń publiczna przeznaczona na działania kulturalne i artystyczne”. Autorki piszą o przestrzeni publicznej dobrej jakości jako potencjalnej sferze komunikacji i wymiany między mieszkańcami i władzą. Ale nawet tutaj przestrzeń publiczna, mimo że się pojawia jako ważny temat jest głównie tłem, na którym odbywają się inicjatywy przeprowadzane przez różne organizacje pozarządowe. Wprawdzie raport kończy się wezwaniem do dalszych badań na temat aktywności kulturalnej warszawiaków, ale na obecnym etapie pozwala o nich zapomnieć. Badanie zamiast pokazywać naczelniczkom i pracownikom Wydziałów Kultury Urzędów Dzielnic, kogo nie widzą jest cennym źródłem wiedzy na mieszkańców i mieszkanek miasta o tym, jak bardzo są dla administracji niewidzialni póki nie założą własnego NGO-sa.

Traktowanie organizacji pozarządowych jako głosu mieszkańców i mieszkanek miasta jest wygodnym rozwiązaniem dla administracji miejskiej, która chcąc uchwycić kulturalny potencjał miasta, komunikuje się głównie za pomocą systemu grantowego. Osoba reprezentująca organizację jest potencjalnym współpracownikiem, grantobiorcą. Osoba przychodząca z prośbą i po radę do urzędu - jest niewygodnym petentem, z którym nie wiadomo, co zrobić. Chociaż od 2010 roku dzięki powołaniu nowej formy realizacji zadań pożytku publicznego, inicjatywy lokalnej, grupa mieszkańców nie musi już zakładać organizacji pozarządowej, żeby otrzymywać dotacje od miasta, to wciąż głównymi partnerami miasta są NGO-sy. Jeśli chcemy myśleć o dobrej współpracy dzielnic z mieszkańcami i mieszkankami, nie możemy skupiać się na relacji między miastem a organizacjami pozarządowymi, bo te mają się coraz lepiej, ale uwrażliwić urzędników i urzędniczek na to, że dzielnice są zamieszkiwane przez sąsiadów/sąsiadki i lokalne wspólnoty, a nie przez stowarzyszenia czy fundacje.

Joanna Erbel
http://www.krytykapolityc...y/menuid-1.html

andros - Sro Lut 09, 2011 11:09

Kultura w/po... (113)
Kultura a współczesne miasto

Czy wykorzystanie kultury do zreformowania i odnowienia naszych chylących się ku upadkowi miast to rzeczywiście dobry pomysł? Dragan Klaic omawia sukcesy i porażki miejskich projektów, ocenia wartość koncepcji "odrodzenia przez kulturę" i podaje w wątpliwość niektóre z przyjętych już założeń, przedstawiając rewolucyjny przepis na kulturowy rozwój.(...)

Codzienność mieszkańców miast to nie tylko radość, duma i silna identyfikacja z miejscem swego zamieszkania, ale także narastający strach, niepokój i poczucie braku bezpieczeństwa, które przenikają skomplikowane systemy miejskich aglomeracji.

Obecna recesja a przemiany kultury
Spoglądanie na teraźniejszość i przyszłość miast przez pryzmat kultury może stanowić całościową perspektywę badań. Do czasu załamania się systemu bankowego przed rokiem myślenie o polityce kulturalnej było zdominowane przez ekonomię. To podejście zostało narzucone przez ideologię neoliberalną, która ujmowała wszystko w kategoriach finansowej wartości. Także kultura oceniana była przez wzgląd na jej wartość ekonomiczną.

Poniżej przedstawiam dowód na to, jak odmiennie kultura postrzegana jest dzisiaj. Pomimo niewielkiej populacji Islandii – 320 tys. mieszkańców, z których nie więcej niż 120 tys. mieszka w Reykjawíku – wedle wszystkich statystyk przeprowadzanych w ostatnich 50 latach, kraj ten charakteryzuje się najwyższym wskaźnikiem zagorzałych teatromanów. Islandia doświadczyła całkowitego załamania swojego systemu finansowego, a w październiku 2008 roku Islandczycy obudzili się znacznie biedniejsi niż kiedyś. Mimo to jedną z konsekwencji tej sytuacji dla kultury był 600-procentowy wzrost abonamentów Teatru Narodowego i Teatru Miejskiego w Reykjawíku w 2009 roku! A abonamenty na serię koncertów orkiestry symfonicznej wzrosły o 300 procent! To znak niebywałego odrodzenia uznania dla kultury. Islandczycy nie mogą już więcej wyjeżdżać z kraju sześć razy w roku, nie mogą spekulować na rynku nieruchomości i papierów wartościowych, zwracają się zatem do kultury jako społecznego miejsca spotkań, gdzie odbywa się debata i gdzie można zmierzyć się z kwestiami istotnymi dla życia. To zdumiewający efekt ekonomicznego kryzysu.

Szał kreatywności i prowizorka
Chciałbym, żebyśmy patrzyli na kulturę jako na siłę zdolną do podnoszenia nie tylko wartości miejskiej gospodarki, lecz także jakości życia, i wykorzystywali ją do radzenia sobie z problemami środowiska naturalnego. Kultura staje się pryzmatem, przez który spoglądamy na strategie i reguły polityki miejskiego rozwoju. Ale to podejście może zacząć działać tylko, jeśli zrezygnujemy z marzeń narzucanych z góry mieszkańcom miast, a zamiast nich stworzymy mechanizm zachęcający ludzi do podejmowania samodzielnych decyzji, co oznacza budowanie na bazie lokalnego społeczeństwa obywatelskiego. W wielu miastach społeczeństwo obywatelskie jest słabe i trzeba je dopiero stworzyć.(...)

Kiedy ktoś używa sformułowania "przemysł kreatywny", w zasadzie znosi wszelkie różnice między przedsięwzięciami kulturalnymi nastawionymi na zysk i przedsięwzięciami non-profit: pomiędzy z jednej strony kulturą kreatywną i ekspresywną, a z drugiej – kulturą komercyjną. W ten sam sposób wielu burmistrzów ma wręcz obsesję na punkcie spektakularnych budowli, wielu marzy o powtórzeniu efektu Bilbao, cudu wywołanego przez projekt Muzeum Guggenheima. Nie sądzę, by była to strategia, którą można po prostu powtórzyć:(...)

Coraz częściej miasta zamieniane są też w parki rozrywki, co jest niebezpieczne. Mieszkam w Amsterdamie i jestem doskonale świadom tego, jak bardzo to miasto, ze swoim skupiskiem siedemnastowiecznej architektury, musi uważać, by nie stać się czymś w rodzaju siedemnastowiecznego Disneylandu.(...)

Zmiana w demografii rzuca wyzwanie infrastrukturze kultury
Rozwój miast posiada wiele właściwych sobie ograniczeń, popełnia się dużo wciąż tych samych błędów i rzadko wyciąga wnioski z doświadczeń innych. Nie można oczekiwać, że kultura będzie łatwą i szybką odpowiedzią na wszystkie istniejące od dawna błędy miejskiego planowania, wszystkie wpadki architektonicznego i urbanistycznego rozwoju lat 70. i 80. Na tej samej zasadzie każda kulturowa strategia reformy musi brać pod uwagę nie tylko zmiany demograficzne i coraz bardziej wielokulturową naturę europejskich miast, ale także "efekt siwienia" większości miast Europy – szybki proces starzenia się populacji.(...)

Barcelona jest przykładem miasta, które na niespotykaną skalę inwestowało w najwyższej klasy infrastrukturę kultury i odniosło niebywały rozwojowy sukces. To spowodowało, że aglomeracja ta uplasowała się na czwartym miejscu pośród najbardziej popularnych turystycznych miejsc w Europie. Ale Barcelona traci teraz trochę ze swojego uroku i atrakcyjności, ponieważ coraz częściej zaczyna się stawać celem taniej turystyki, wieczorów kawalerskich i panieńskich brytyjskich turystów, wielkiego picia, wywołującego różne problemy. Ten sam pijacki tłumek można spotkać w Rydze i Talinie, gdzie tanie loty z Easyjetem też zachęcają do niepoważnej konsumpcji alkoholu, a nie kultury.(...)

Zbędne instytucje
(...)
W całej Europie, strony internetowe instytucji kulturalnych to jedynie elektroniczne wersje ulotek lub broszur reklamowych. Te instytucje nie rozumieją, że faktycznie zmuszane są do jednoczesnej pracy w dwóch przestrzeniach: w normalnym trybie i w sieci; że fakt ich bycia w Internecie nie tylko ich dotyczy, ale że ten fakt ich definiuje. Mimo to nie robią nic, by to zmienić. Wiele instytucji kultury nie rozumie współczesnej 24-godzinnej ekonomii i jej konsekwencji i wciąż trzyma się przypadkowych i arbitralnych poglądów na temat godzin pracy oraz szybkości i zakresu usług, które spełnią oczekiwania zwiedzających. W konsekwencji rozczarowują i zniechęcają swoją publiczność, zamiast zdobywać jej uznanie i lojalność.

Instytucje kultury straciły na znaczeniu z powodu sprzecznych komunikatów, jakie otrzymują, zwłaszcza ze strony polityków, którzy mówią im: "działajcie jak przedsiębiorstwa". Ale one nie są przedsiębiorstwami i choć mogłyby się wiele nauczyć od świata biznesu, to nie powinny funkcjonować wedle jego reguł. Lub też zostają umieszczone w duszących i ograniczających kostiumach narodowych, reprezentacyjnych i symbolicznych; władza reprezentacyjna którejkolwiek z instytucji kulturalnych została znacząco osłabiona.(...)

Rozpowszechnienie się festiwali
(...)
Niewiele festiwali może pochwalić się niebudzącym wątpliwości, jednoznacznie pozytywnym gospodarczym wpływem na swoje miasta, a w wielu przypadkach w ogóle nie można mówić o takim wpływie. Nie znaczy to, że festiwale nie przedstawiają sobą żadnej wartości: mogą mieć inne walory – artystyczne, kulturalne, edukacyjne lub społeczne. Staje się to prawdziwe zwłaszcza wtedy, kiedy zmianie podlegają tradycyjne, ugruntowane już wzory przestrzennego rozmieszczenia kulturowej aktywności i konsumpcji – kiedy ta aktywność wychodzi poza centra miast i już ukształtowane sfery kultury, przechodząc do mniej zamożnych i prestiżowych przedmieść, gdzie może się unowocześnić i przyciągać nową publiczność.(...)

Bliskość, koncentracja, klastrowanie
To zaś prowadzi mnie do kwestii kształtu miejskiej przestrzeni związanego z zagadnieniem koncentracji obiektów kultury. Można myśleć o tym ostatnim w kategoriach gromadzenia obok siebie – klastrowania – różnych zasobów i inicjatyw, które znajdą się w określonej przestrzeni, gdzie będą mogły ze sobą rywalizować, ale też uczyć się od siebie; gdzie będą lepiej widoczne i gdzie będą mogły tworzyć synergię. Te strefy koncentracji nazywamy dzielnicami, drogami i korytarzami kultury, węzłami kreatywności.(...)

Jeśli w jednej dzielnicy znajduje się szereg muzeów i zabytków kultury, ich współpraca może rozpocząć się od stworzenia wspólnej mapki rejonu, skoordynowania godzin otwarcia, wspólnego występowania z postulatami właściwej obsługi ruchu, rozkładów jazdy i jakości oświetlenia ulic. Stąd można przejść w stronę rozwijania tej współpracy na wyższym poziomie – tworzenia wspólnych struktur, zasobów i – w końcu – wspólnych idei i programów.(...)

Kultura jako kwestia bezpieczeństwa
Miasta stawiają liczne wyzwania przed twórcami polityki kulturalnej. Dziś problemem szczególnie niebezpiecznym jest istnienie dużych różnic i nieciągłości między kulturą młodych i kulturą mainstreamu, kulturą cyfrową i analogową. Biorąc pod uwagę obecną skalę przemian demograficznych w Europie, stajemy przed wyzwaniem stworzenia z jednej strony miast otwartych, z drugiej – miast z odpowiednim poziomem społecznej spójności. Instytucje kultury, które nie mają charakteru komercyjnego i są subsydiowane przez państwo, zdają się popełniać błąd, kiedy próbują rywalizować z przemysłem kulturowym – w tej konkurencji nie mogą zwyciężyć. Pracując z różnymi instytucjami zajmującymi się kulturą w Europie, dostrzegam, że ich przedstawiciele są obezwładnieni przez nadmiar tożsamościowych lęków: "Kim jesteśmy, co sprawia, że jesteśmy szczególni, dlaczego jesteśmy odmienni od całej reszty, jak mamy ze sobą o tym rozmawiać, jak mamy mówić o tym innym?". To są właśnie tożsamościowe obsesje, które mogą szybko przekształcić się w różnego rodzaju formy populizmu i ksenofobii, wyrażając jednocześnie różne stopnie poczucia braku kulturowego bezpieczeństwa.

Kultura jest kwestią bezpieczeństwa w niebezpiecznym świecie, zwłaszcza po 11 września 2001 roku – twierdzi Ivan Krastew. Pojęcie bezpieczeństwa jest blisko związane z problematyką kulturowej ekspresji i poczucia naszej własnej kulturowej odrębności. Zawsze będę zwolennikiem szerokiej definicji kultury. Niebezpieczeństwo płynące ze strony tradycyjnej polityki kulturalnej lub raczej właściwa tej polityce nieskuteczność ma swoje źródło w dość sekciarskim podejściu, oddzielającym od siebie poszczególne dziedziny kultury i pozbawionym jakiejkolwiek wiążącej, synergicznej wizji: musimy zrobić coś dla muzeów, ale co z fotografią? Musimy zrobić coś dla architektury, ale co z tańcem współczesnym? Musimy mieć festiwale, tak, ale musimy też mieć jakąś kulturę tworzoną przez amatorów. Tego rodzaju pokawałkowane, niespójne podejście ma opłakane skutki, ponieważ nie jest w stanie stworzyć łączącej narracji lub strategii i kończy się na rozgrywkach graczy zróżnicowanych pod względem dziedziny kultury, jeden staje przeciw drugiemu, krzyżując plany wszystkim.

Jednocześnie dość trudno stworzyć metafory o charakterze globalnym i łączącym, potrzebne do tego, by wywołać efekt synergii, zwłaszcza w mniejszych miastach, z mniej niż 150 tys. mieszkańców, które w całej Europie cierpią na utratę młodych talentów i ludzi wykształconych. Wypłukiwanie talentów i drenaż młodego pokolenia ma katastrofalne skutki dla wielu miast. Z powodu kryzysu finansowego zakładanie nowych przedsiębiorstw w branży kreatywnej staje się dziś jeszcze mniej modne niż rok temu, ale ilekroć mówi się o przemyśle kreatywnym lub ekonomii kreatywnej należy pamiętać o zarabianiu pieniędzy. I, oczywiście, niektóre segmenty kultury mogą – w pewnych okolicznościach – generować dochody. Architektura, design, moda, niektóre rodzaje muzyki, edytorstwo lub sztuka cyfrowa mogą przynosić zyski. Ale spora część kultury posiada samoistną wartość bez konieczności wytwarzania pieniędzy; i dlatego musi być dotowana. Chodzi w tym przypadku o interes publiczny, który domaga się inwestycji ze strony państwa nie tylko w imię dbałości o narodową kulturę, lecz jako wyróżniający segment krytycznej i ekspresywnej kultury jako takiej. Ten krytyczny wymiar traktowany jako zasadnicza wartość kultury publicznej często nie pojawia się w centrum dzisiejszych debat i dyskusji wokół polityki kulturalnej.

Kiedy podrasujesz swoje instytucje do roli kluczowych zasobów kultury, będziesz musiał ciągle myśleć o tym, że nie cała produkcja kulturalna może zmieścić się w instytucjonalnych ramach; że musisz uznać i wspierać te spontaniczne, anarchiczne, płynne strefy eksperymentu oraz innowacji, bo to właśnie tam powstanie wiele rzeczy, które później – zapewne – zostaną włączone w główny obieg kultury, a nawet wchłonięte przez kulturę komercyjną.
To ważne, że miasta pracują nad sposobami dokumentowania dotyczących ich procesów kulturalnych oraz wydarzeń, poddają je analizie i dyskusji, najlepiej w środowisku międzynarodowym. Miasta muszą się wzajemnie obserwować, przyglądać się popełnianym przez siebie błędom i osiągniętym sukcesom. Dzięki temu będą mogły rozpoznać swoje własne problemy, a później kopiować strategie i pomysły po to, by iść naprzód.
http://www.eurozine.com/a...1-klaic-pl.html

andros - Pią Lut 11, 2011 10:38

Kultura w/po... (114)
Co współczesny inteligent powinien wiedzieć o kulturze?

Na początku roku ukazał się firmowany przez tygodnik „Polityka” dodatek „Niezbędnik Inteligenta+” zatytułowany pytaniem „Co się dzieje w kulturze? Nowe prądy, zjawiska, dzieła, artyści”. Lektura zamieszczonych w nim tekstów pozwala wierzyć, że ich autorzy postawili sobie potrójny cel.

Po pierwsze, publikacja jest próbą zdiagnozowania życia kulturalnego ostatniej dekady, czego dowodem może być tekst Anety Kyzioł dotyczący przemian w teatrze od końca lat 90. do dzisiaj. Po drugie, stara się przybliżyć nowe trendy zmieniające sposoby uczestnictwa w kulturze i samo, mocno ewoluujące pod wpływem choćby rewolucji cyfrowej, pojęcie twórczości. Dalej autorzy dodatku podejmują wysiłek opisania mechanizmów instytucjonalnych, prawnych, finansowych, ekonomicznych i społecznych stanowiących kontekst i sposób funkcjonowania kultury w Polsce, jak na przykład w tekstach Cezarego Kowandy „Kultura (nie)policzalna” czy z innej perspektywy Zdzisława Pietrasika „Sezamie otwórz się” lub Anny Nasiłowskiej „Między kanonem a kolekcją” (na marginesie jeden z lepszych tekstów w dodatku).

Co zatem współczesny inteligent o kulturze wiedzieć powinien, a nawet jak o niej myśleć?

Zacznę od rzeczy irytujących. Po pierwsze: dobór autorów dodatku. Szkoda, że redaktorzy dodatku ograniczyli się tylko i wyłącznie od dziennikarzy tygodnika „Polityka”. Może zaproszenie kogokolwiek do działu „sztuki wizualne” poza Piotrem Sarzyński pozwoliłoby uwierzyć, że polski inteligent (kimkolwiek jest) lubi bardziej pluralistyczny opis. Skoro miała powstać „mapa nawigacyjna polskiego życia kulturalnego”, to może warto było pamiętać, że mapa wskazuje kilka dróg i kierunków, no chyba że chodziło o GPS.

Druga rzecz, będąca jednak znakiem rozpoznawczym tygodnika „Polityka”, to zacięcie do tworzenia leksykonów i kanonów wiedzy obowiązkowej. Nawet jest zrozumiałe, że chodzi o nawiązanie do dawnej tradycji inteligenckiej z jej kanonem, obszarem rzeczy, których nie znać nie wypada. Lekko anachroniczne, pisane pewnie z przymrużeniem oka, ale wkurzające. Kiedyś stworzył taki kanon nowoczesnego polskiego inteligenta Zdzisław Pietrasik w którymś z wydań „Polityki”. Ogólnie chodziło o to, że trzeba czytać Głowackiego, obejrzeć filmy Skolimowskiego i parę innych rzeczy, o których niekoniecznie trzeba pamiętać. Teraz podobnego trudu podjął się Piotr Sarzyński określając nie tyle, co trzeba znać, ale, co trzeba wiedzieć. W efekcie powstał dość zaskakujący leksykon „10 kluczy do współczesnej sztuki”. Zastanawia, jaki obraz współczesnego inteligenta miała redakcja, skoro wśród opisanych haseł są między innymi: abstrakcja, Biennale w Wenecji, nowojorskie Soho, Marcel Duchamp, wideoart, happening. Jeśli dobór tych haseł traktować symptomatycznie, to dziwi, że redakcja zdecydowała się zadrukować niemal 100 stron, a nie nawiązała do starej i sprawdzonej tradycji biblii pauperum. Co by nie mówić, kompetencje współczesnego inteligenta w sferze kultury muszą być dość niskie, jeśli serwuje mu się wiedzę na poziomie Wikipedii.

Druga rzecz o podobny wydźwięku to, połączony z materiałem ilustracyjnym, tekst Justyny Sobolewskiej „Republika solistów” dotyczący przemian w polskiej prozie ostatnich czasów. Od razu wiadomo, kogo znać należy i szczerze mówiąc, nawet przy ogromnym wysiłku, nie da się nie znać. A zatem Olga Tokarczuk, Andrzej Stasiuk, Manuela Gretkowska, Marek Krajewski, Wiesław Myśliwski, Dorota Masłowska i paru innych.

Kiedy się cały ten materiał zamieszczony w dodatku czyta, przegląda, zaczyna analizować, to okazuje się, że wcale nie mamy do czynienia z opisem życia kulturalnego, ale obcujemy z bardzo prostym narzędziem jego kreacji. Pokazuje się palcem, kogo trzeba znać, o jakim muzeum wiedzieć, że 1% na kulturę to znak rozpoznawczy społecznego zaangażowania w życie kulturalne, a w ogóle to podstawą „lansu jest mówienie Masłem” (cytat za tekstem Justyny Sobolewskiej, która z kolei cytuje Agnieszkę Drotkiewicz).

Bo w sumie o co chodzi? Podtytuł dodatku nie pozostawia złudzeń: „Przeczytaj, o czym się mówi”. Już nie chodzi o etos, o rzeczy wspólne i podzielane, ale o bycie na fali. W końcu inteligent to dobrze zorientowany ignorant. Sztuka, kultura nie muszą podważać dobrego samopoczucia, nie muszą być narzędziami krytyki czy problematyzacji naszego wyobrażenia i mówienia o świecie, stają się kolejnymi „gadżetami”, które pozwalają się w tym świecie doskonale odnaleźć. Wiesz, kto Masłowska i że żyjemy w świecie „kopiuj/wklej”, lepiej nie mogłeś trafić, jesteś swój wśród swoich.

Na szczęście jest w publikacji „Polityki” kilka tekstów, które prowadzą do czegoś więcej niż lekko ironiczna refleksja. Są to rozmowa Jacka Żakowskiego z Davidem Throsbym, tekst Cezarego Kowandy „Kultura (nie)policzalna”, czy Edwina Bendyka „Bomba masowego tworzenia”. Jakkolwiek Throsby skłania do polemiki, jego twierdzenia mogą wydawać się powierzchowne, a wpisywanie wrażeń i emocji w kontekst ekonomiczny niezbyt zachęcające, to podejmuje on w Polsce mało wciąż popularny temat ekonomii kultury i jej wpływie na rozwój gospodarczy i społeczny. Podobnie z tekstem Cezarego Kowandy, który jest prostym i spójnym wprowadzeniem w problematykę finansowania kultury, uwzględniającym rolę państwa, sponsoringu, mecenatu, środków unijnych.

Innego problemu dotyka tekst Bendyka, który skoncentrowany jest wokół zagadnień związanych z kulturowymi konsekwencjami rewolucji cyfrowej, szczególnie w obrębie praw autorskich, swobodnego dostępu do Internetu i kontroli wykorzystywania w jakikolwiek sposób treści dostępnych w sieci.

Wymienione teksty pozwalają spojrzeć na „Niezbędnik Inteligenta” jako na propozycję poważniejszej refleksji nad miejscem kultury we współczesnym społeczeństwie. Szkoda, że dodatek w przeważającej części został poświęcony mało istotnym diagnozom i informowaniu o tym, co należy o kulturze myśleć. W ten sposób stał się bowiem kolejną manifestacją zbiorowych mniemań „zawodowych posiadaczy kultury”, o których z ironią pisywał już jeden z najbardziej przenikliwych obserwatorów i krytyków kultury II połowy XX wieku, Konstanty A. Jeleński.
http://kulturasieliczy.pl...urze/#more-3406

andros - Sob Lut 12, 2011 09:33

Kultura w/po... (115)
Legnicki teatr wsparł inicjatywę zmierzającą do pośmiertnego nadania Jerzemu Szmajdzińskiemu tytułu Honorowego Obywatela Legnicy.

Pismo uzasadniające motywy tego stanowiska wraz z apelem o jego uwzględnienie wpłynęło do biura legnickiej rady.

Pan
Ryszard Kępa
Przewodniczący
Rady Miejskiej Legnicy

Szanowny Panie Przewodniczący,

z satysfakcją i uznaniem przyjęliśmy informację o inicjatywie zmierzającej do nadania tytułu Honorowego Obywatela Legnicy ś.p. JERZEMU SZMAJDZIŃSKIEMU, wicemarszałkowi Sejmu RP, byłemu ministrowi obrony narodowej, wieloletniemu posłowi naszego okręgu wyborczego, wybitnemu polskiemu politykowi, który kochał artystów, a z tragiczną śmiercią którego legnicki teatr stracił wypróbowanego sojusznika, przyjaciela i widza swoich przedstawień. Gorąco i z całego serca popieramy taki wniosek. Prosimy członków kapituły i legnickich radnych o uwzględnienie naszego stanowiska.

Długo można wymieniać zasługi ś.p. JERZEGO SZMAJDZIŃSKIEGO dla Regionu i Miasta. Był bowiem wyjątkową postacią, która udział w polityce najwyższego szczebla łączyła z chęcią niesienia pomocy tym, którzy jej potrzebowali. O szacunku, jaki towarzyszył Jego osobie, świadczyły nie tylko wyniki kolejnych wyborów, ale też nadzwyczajna sympatia, jaką towarzyszyła Mu podczas wyjątkowo licznych spotkań w Legnicy.

Ś.p. JERZY SZMAJDZIŃSKI swoje życie w polityce traktował jako służbę społeczną, jako misję. Był człowiekiem dialogu, na którego pomoc można było liczyć bez względu na dzielące ludzi życiorysy i poglądy. Przekonaliśmy się o tym wielokrotnie.

W imieniu Teatru Modrzejewskiej w Legnicy
Jacek Głomb - dyrektor naczelny i artystyczny

(Teatr Legnica)
http://www.e-piastowska.pl/news.php?readmore=7743

perykles - Sro Lut 16, 2011 17:48

Nie ma to jak artysta bawiący się w politykę;)) Aż mi się przypomniał film "Mefisto";) Gdyby to pan Głomb zrobił prywatnie ze względu na swoje przykonania itd., nie trąciło by to tak myszką, ale podpisując się jako dyrektor teatru, bez komentarza.
andros - Sob Lut 19, 2011 17:27

Kultura w/po... (116)
Kultura dźwięku

Ciekawe, czy Kultura dźwięku rozwiąże w jakimś, choćby najmniejszym, stopniu największy problem polskiej krytyki muzycznej… A nawet szerzej: polskiego myślenia o muzyce w ogóle. Biorąc pod uwagę teksty wybrane do tej książki przez Christopha Coxa i Daniela Warnera, jest na to szansa. Byle tylko środowisko muzyczne tę szansę wykorzystało, byle tylko ta ważna pozycja nie przeszła niezauważona. Byłoby dobrze, gdyby Kultura dźwięku zaszczepiła nowy sposób pisania o muzyce, ożywiła i sproblematyzowała język mówienia o niej.

W czym tkwi ów problem?

Polskie myślenie o muzyce przebiega w zasadzie dwutorowo. Z jednej strony tkwimy w romantycznej tradycji, według której o muzyce się nie rozmawia, tylko się ją czuje, co oznacza tyle, że wszelkie próby dyskusji o tej sztuce jawią się jako bezcelowe, by nie powiedzieć jałowe. Z drugiej natomiast strony, opieramy się na pozytywistycznym podejściu skupiającym się niemal wyłącznie na „naukowej”, specjalistycznej analizie partytur, co w sposób oczywisty wyklucza z grona osób predestynowanych do zajmowania się muzyką wszelkich, nawet najbardziej zainteresowanych i… kompetentnych laików. W obu tych paradoksalnie uzupełniających się i mocno konserwujących polski dyskurs muzyczny postawach nie ma miejsca na rozważanie chociażby społecznych kontekstów muzyki. Podejście filozoficzne funkcjonuje natomiast w formie szczątkowej i jest – poza nielicznymi wyjątkami – praktycznie nieobecne. Dodatkowo sprawę pogarsza odwiecznie pokutujący pogląd, że o gustach – zwłaszcza muzycznych – się nie dyskutuje, co jakąkolwiek dyskusję ucina w samym zalążku. Fatalnego obrazu polskiego dyskursu muzycznego dopełnia jeszcze fakt, że sami twórcy raczej niechętnie wypowiadają się w sposób odbiegający od standardowych wywiadów udzielanych prasie specjalistycznej. Oczywiście, polska szkoła myślenia o muzyce to także klasyczna już Zofia Lissa i jej analizy społecznego uwarunkowania muzyki oraz jej odbioru, albo – obecnie – pismo „Glissando” ze skupionym wokół niego środowiskiem młodych krytyków muzycznych i artystów, ale to tylko dwa spośród nielicznych wyjątków.

Teksty wypełniające Kulturę dźwięku są dokładnie takimi, jakich w Polsce brakuje. Książka wypełnia lukę (oby nie trafiła w próżnię) gnębiącą nasze rodzime myślenie o muzyce. Na ten bardzo interesujący zbiór składa się imponująco szeroki wybór manifestów, tekstów źródłowych oraz komentarzy dotyczących muzyki XX wieku. Już sam duet redaktorów tego tomu sugeruje interdyscyplinarny charakter książki. Christoph Cox jest bowiem profesorem filozofii i dziennikarzem związanym m.in. z legendarnym brytyjskim pismem poświęconym muzyce współczesnej „The Wire”, a Daniel Warner kompozytorem i wykładowcą muzyki elektroakustycznej. Natomiast wśród autorów znajdziemy nie tylko samych kompozytorów, muzyków, muzykologów, ale także filozofów, socjologów, pisarzy. Szerokie potraktowanie tematu nie ogranicza się w tej książce tylko do reprezentujących różne dziedziny tekstów.  Obraz muzyki wyłaniający się z Kultury dźwięku to nie sztuka podzielona na tysiące gatunków, podgatunków, szuflad i szufladek (to kolejna bolączka zwyczajowego pisania o muzyce), ale całościowe, wszechogarniające zjawisko. I tak obok siebie występuje tu na przykład awangardowy, mocno lewicujący kompozytor Cornelius Cardew i Paul D. Miller (znany bardziej jako DJ Spooky), obok tekstu Ornette’a Colemana poświęconego improwizacji w jazzie znajdziemy artykuł Briana Eno o ambiencie. Podobnych par znajdziemy tam więcej: Glenn Gould i John Zorn, Aphex Twin i John Cage, Anthony Braxton i Michael Nyman… I dobrze, bo tylko patrząc z takiej perspektywy, odrzucającej prosty podział na gatunki i dziedziny, da się uchwycić bogactwo i specyfikę muzyki XX wieku.

Muzyka w Kulturze dźwięku to nie jakieś niepojęte zagadnienie metafizyczne, które wymyka się jakiemukolwiek opisowi i o którym, skoro nie można mówić, to najlepiej milczeć. Muzyka w tej książce to wszechobecne, towarzyszące nam niemal wszędzie i na każdym kroku zjawisko o skomplikowanych granicach, zlewające się z szumem dźwięków otaczającego nas świata oraz hałasem (ang. „noise”). To zjawisko blisko związane z nowymi technologiami – zarówno z nich korzystające, jak i mające na nie silny wpływ. Czy wreszcie: muzyka to zjawisko wcale nie – jak głosi kolejny z otaczających muzykę mitów – autonomiczne, ale mocno i nierozerwalnie z polityką związane.

Kultura dźwięku jest świetnym przewodnikiem po muzyce XX wieku. Przewodnikiem może nie tyle po nazwiskach i tytułach, co raczej po kontekstach a także ideach dotyczących muzyki. To książka o tym, czym jest dziś ta dziedzina sztuki, jakie pełni role społeczne i polityczne. Możemy w niej też przeczytać fragmenty zarówno o samym procesie tworzenia dzieła muzycznego, o problemie jego zapisu oraz wykonania jak i o drugiej stronie medalu: percepcji utworu, jej uwarunkowaniach oraz różnorodności. W książce znajdziemy również ciekawe analizy sześciu spośród najważniejszych kierunków muzyki współczesnej: muzyki eksperymentalnej, improwizowanej, elektronicznej a także minimalizmu i kultury didżejskiej. Całości dopełniają jeszcze rozważania dotyczące problemów praw autorskich a także komercjalizacji tej „najbardziej ulotnej ze sztuk”.

Zbiór Coxa i Warnera jest więc najlepszym dostępnym obecnie w Polsce wprowadzeniem do muzyki XX wieku. Lektura Kultury dźwięku nie tylko może pomóc nam zrozumieć, co dzieje się w muzyce dziś, ale także pokazuje nam nowy język myślenia o sztuce i o świecie, w którym ona istnieje i z którym jest związana.

Na koniec warto jeszcze wspomnieć, że wydawca Kultury dźwięku, Wydawnictwo słowo/obraz terytoria, zapowiada tę książkę jako rozpoczynającą całą nową serię przekładów klasycznych już pozycji poświęconych muzyce XX wieku. Seria ma nazywać się Terytoria muzyki, a jej opiekunem merytorycznym i pomysłodawcą jest Michał Libera, co pozwala mieć całkiem uzasadnione nadzieje, że polskie środowisko muzyczne będzie miało szanse odrobienia trochę już zaległej lekcji. Może więc za jakiś czas będziemy mieli okazję przeczytać podobną książkę, ale tym razem napisaną przez polskich autorów?

Tekst ukazał się w 2 (2010) numerze „Kultury Popularnej”.
http://www.krytykapolityc...c/menuid-1.html

andros - Wto Lut 22, 2011 20:12

Kultura w/po... (117)
Wulgarny komiks o Chopinie (za 30 tys. euro)

Kontrowersyjny komiks miał promować Fryderyka Chopina w niemieckich szkołach. Okazało się jednak, że zawiera mnóstwo wulgaryzmów. - Mleko się wylało,a publikacja musi być zniszczona - zapowiedział wiceszef MSZ Jan Borkowski.

"Je...y cweloholokaust", "ta ci.a, co tu siedziała", "na ch.j on tam stoi", efekt koniowalenia" - takie zwroty wykorzystał autor jednego z komiksowych opowiadań, które wchodzi w skład antologii pt. "Chopin. New Romantic", opracowanej przez wydawnictwo Kultura Gniewu.

- Mamy do czynienia z przypadkiem, który nie powinien się zdarzyć. Projekt, który był zatwierdzony - na bardzo wstępnym etapie - przez ministerstwo (...) został zrealizowany w formie, która jest niedopuszczalna. Nie może być dystrybuowana ta publikacja, która miała służyć promocji Fryderyka Chopina i Polski, nie będzie dystrybuowana. Ubolewamy, że w ogóle doszło do takiej sytuacji - oświadczył wiceszef MSZ Jan Borkowski.

- Naszym celem jest niedopuszczenie do publikacji tego komiksu - oświadczył przedstawiciel MSZ Jan Borkowski. Przedstawiciel MSZ tłumaczył także przyczyny wydania komiksu. - Znamy opinie osób, które zajmują się oceną artystyczną takich produkcji i zwykle są to pozytywne opinie - powiedział.

Jak dodał, "pod godłem polskiego państwa, ze wsparciem ministerstwa spraw zagranicznych tego typu publikacje jak ten komiks nie mogą się ukazywać".

- To jest jeden przypadek na setki, które realizujemy na całym świecie - tłumaczył. Borkowski wyjaśniał, że polskie ambasady w ciągu roku wydają nawet tysiące różnego rodzaju publikacje. - Nie jesteśmy recenzentami każdej pracy, którą wykona artysta - dodał. - W tym wypadku zostały przekroczone granice (...) traktujmy to jako indywidualny przypadek - apelował przedstawiciel MSZ.

Komiks za 30 tys. Euro

Na komiks o Fryderyku Chopinie wydano 30 tys. euro. Pieniądze na ten cel pochodziły z ambasady w Berlinie oraz Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Komiks ukazał się w grudniu 2010 r. Ze względu na kontrowersyjne fragmenty, przeznaczone dla dojrzałych odbiorców, na razie nie został rozpowszechniony w celach promocyjnych.

Publikacja napisana jest zarówno w języku polskim, jak i niemieckim, a jej autorzy to - jak zapewnia wydawca - uznani twórcy komiksów z Niemiec i Polski: Jakub Rebelka, Marcus "Mawil" Witzel, Jacek Frąś, Sascha Hommer, Krzysztof Ostrowski, Agata "Endo" Nowicka, Andreas Michale, Patryk Mogilnicki, Jan-Frederik Bandel, Monika Powalisz, Grzegorz Janusz. Wulgarne zwroty pojawiają się w jednym z opowiadań autorstwa Krzysztofa Ostrowskiego. Akcja rozgrywa się w więzieniu, w którym ma się odbyć koncert artysty, przypominającego wyglądem Fryderyka Chopina.

Komiks miał się wpisywać w program promocji polskiej kultury w Roku Chopinowskim, zakładający wykorzystanie różnych form wyrazu artystycznego, tak by przekazać nieco inny od tradycyjnego obraz Polski za granicą.

Ambasada nie komentuje sprawy

Ambasada polska w Berlinie nie wypowiedziała się w sprawie publikacji. Dyplomaci wskazują jednak na opinie ekspertów, zajmujących się komiksem, którzy bronią publikacji. Dziennikarz i publicysta Bartłomiej Chaciński, autor słowników języka młodzieżowego, uważa, że kontrowersje wynikają z niezrozumienia istoty medium, jakim jest komiks. Wskazuje, że brzydkie słowa są elementem literatury, choćby w jej ostatnich polskich przykładach promujących Polskę na świecie, jak książki Doroty Masłowskiej.

- W komiksie (wulgaryzmy) pełnią rolę równie naturalnego środka wyrazu, tyle że nie wszyscy zdają sobie sprawę, że komiks to medium adresowane nie tylko do młodszych, ale i tych dojrzałych odbiorców - powiedział Chaciński.

Jak dodał, wiele państw wykorzystuje komiks w działaniach promocyjnych za granicą. Zdaniem Chacińskiego wykorzystane przez jednego z autorów komiksu słowo "cweloholokaust", które w Niemczech może budzić większe kontrowersje niż w Polsce, jest "nawiązaniem do kultury więziennej" i nie ma żadnego wydźwięku antysemickiego.

Nieco inną opinię w tej sprawie ma wiceprzewodniczący Międzynarodowego Komitetu Oświęcimskiego w Berlinie Christoph Heubner. "Żaden rząd ani ministerstwo nie może cenzurować artysty, ale chętnie powiedziałbym autorowi (komiksu), że pewne sprawy nie nadają się do tego, by wykorzystywać je w celu prowokowania. Wśród tych spraw są tematy związane z holokaustem" - powiedział Heubner PAP. Jak ocenił, szczególnie młodym ludziom prowokujące wyrażenie "cweloholokaust" może namieszać w głowach. Heubner zaznaczył, że nie potępia artysty, ale uważa, że warto podjąć dyskusję na temat kontrowersyjnej publikacji.
(msz, tw)
http://wiadomosci.wp.pl/k...ml?ticaid=1bd45

andros - Sro Lut 23, 2011 18:53

Kultura w/po... (118)
Wydawca zwróci dotację na komiks

Wydawnictwo, z którym współpracowaliśmy przy powstawaniu tego komiksu, zadeklarowało, że zwróci MSZ dotację, którą uzyskało na ten projekt - oświadczył Marcin Bosacki. Rzecznik MSZ zapewnił, że "ten komiks, w tej formie, nie będzie dystrybuowany przez ambasadę polską w Berlinie.

Komiks, który miał promować Polskę i muzykę Chopina wśród niemieckich uczniów, można było przeczytać m.in. takie zdania: "Na ch** on tam stoi?", "Gdzie jest ta ci**?", "Po ch** tu brałeś je w ogóle?, "J***ny cweloholokaust".

Wydawnictwo, które go stworzyło, otrzymało pieniądze od polskiej ambasady w Berlinie i MSZ. Darmową publikację wydano w 2 tysiącach egzemplarzy, kosztem 27 tys. euro. - Wydawnictwo, z którym współpracowaliśmy przy powstawaniu tego komiksu, zadeklarowało, że zwróci MSZ dotację, którą uzyskało na ten projekt - powiedział rzecznik MSZ.

Jak zapewnił w środę rano szef resortu, Radosław Sikorski, publikacja zostanie zniszczona.

Koncert Chopina w więzieniu

Antologia "Chopin New Romantic" składa się z kilku części. W jednej z nich bohater przypominający wyglądem Fryderyka Chopina przyjeżdża zagrać koncert w więzieniu. Towarzyszy mu wulgarny skinhead, który wcześniej był tam osadzony. Fabuła opowiadania kończy się bójką.

Komiks miał zwieńczyć obchodzony hucznie Rok Chopinowski i trafić do niemieckich szkół.
http://www.tvn24.pl/-1,16...,wiadomosc.html

andros - Czw Lut 24, 2011 17:20

Kultura w/po... (119)
Przemielmy komiks, spalmy autorów

Monika Powalisz w rozmowie z Jasiem Kapelą

Jaś Kapela, Krytyka Polityczna: Jesteś autorką komiksu zamieszczonego w „kontrowersyjnej” antologii przygotowanej na rok chopinowski przez ambasadę w Berlinie. MZS uznał, że komiks powinien zostać zniszczony. Jak oceniasz tę decyzję?

Monika Powalisz*: Po pierwsze komiks Krzysztofa Ostrowskiego stanowi jedynie 1/8 antologii Chopin New Romantic – dokładnie 10 stron po polsku i drugie 10 po niemiecku. Po drugie proces pracy nad scenariuszami i planszami zakończył się (uwaga!) w grudniu roku 2009. W roku 2010 całość polsko-niemieckiej antologii została przetłumaczona – odpowiednio na polski (niemieccy autorzy) i na niemiecki (autorzy polscy), a sama dwujęzyczna publikacja ukazała się drukiem w grudniu zeszłego roku. Kwitowanie żmudnego procesu twórczego, w który zaangażowanych było w sumie kilkanaście osób, zdaniem „mleko się rozlało”, jest dla mnie bardzo przykre. A sama decyzja o zniszczeniu (darmowej publikacji) jest już jakimś groteskowym, ale i bardzo niebezpiecznym precedensem. Bo jaki to jest sygnał? Jak można podjąć decyzję o zniszczeniu całości antologii, która powstawała przez 1, 5 roku, w kilka godzin po medialnej nagonce? To decyzja paniczna i pochopna. Czy MSZ nie powinien stanąć murem za twórcami tej antologii skoro sam ją firmował? Bronić swojego pomysłu? Co więcej, bronić pomysłodawców tego nowatorskiego, innowacyjnego pomysłu?
(...)
***
*Monika Powalisz - reżyserka, dramatopisrka, scenarzystka. Autorka scenariuszy do komiksów: „Ostatni koncert” (nagroda główna w konkursie na najlepszy komiks o Powstaniu Warszawskim), „Płaszcz Ajewskiego” (wyd. Bellona, 2008), „Lisi Ogon” oraz „Kto jest obok mnie?” (Antologia. Chopin. New Romantic. Kultura Gniewu, 2010)
http://www.krytykapolityc...w/menuid-1.html

andros - Nie Lut 27, 2011 10:04

Kultura w/po... (120)
„ W sprawie komiksu o Chopinie postąpiłbym inaczej niż Sikorski” - fragment rozmowy z Bogdanem Zdrojewskim, ministrem kultury.
(...)
- Kliknął pan na Facebooku "lubię to" pod "Ochronić nakład »Chopin New Romantic«"?
- Nie, nie kliknąłem. Unikam skrajności. Moja reakcja na oburzenie wydanym komiksem była przede wszystkim żądaniem normalnego dyskursu w tej sprawie. Reagujemy nie adekwatnie do wydarzeń. Jesteśmy społeczeństwem rozdygotanym, reagującym bardzo emocjonalnie. I to we wszystkich możliwych kierunkach, najczęściej w sprawach wcale nie najważniejszych. Przestrzegam przed tym i za każdym razem staram się bronić umiaru, zdrowego rozsądku i adekwatności w działaniach. Komiks, który został przygotowany przez wybitnych rysowników nie budziłby wątpliwości gdyby nie parę detali. Komiks został sygnowany przez MZS (ambasadę polski w Berlinie), składa się z ośmiu historyjek i w jednej z nich, pojawia się kilka niecenzuralnych słów. Nota bene akcja tej jednej opowiastki rozgrywa się w więzieniu i...
- Panie ministrze, proszę nie cytować, bo już wystarczająco dużo przekleństw padło w tym wywiadzie.
- (śmiech) Bez przesady, to były cytaty i to wykropkowane. No dobrze, ale w takim razie to po kolei: komiks rządzi się swoimi prawami i jest oddzielnym elementem sztuki, ma innego adresata i trochę hip-hopowy sposób komunikowania się. Ma charakter ilustracyjny. Nie może jednak nikogo obrażać. Tu zresztą takiego zarzutu nie było. Problem był jedynie w dwóch elementach wspomnianym wydawcy i godle państwowych na ostatniej stronie okładkowej. Ale reakcja na to była absolutnie nieadekwatna do zdarzenia. Wolałbym aby tego typu oburzenie pojawiało się na co dzień w np. komunikacji miejskiej jak ktoś kogoś obraża wulgaryzmami, jest agresywny, rzuca śmieci niż jak artysta cytuje takie zachowania. Nikogo nie oburzył autentyczny napis na murze, ale to że artystka to pokazała w wersji nota bene ładnie przetworzonej.
- Nakład komiksu, za który MSZ zapłacił 30 tys. euro z pieniędzy podatników, pójdzie teraz na przemiał?
- Taka jest ponoć decyzja ministra Sikorskiego. Nie chcę z nią polemizować, ale wolałbym inne rozwiązanie.
- Pan postąpiłby podobnie na miejscu szefa MSZ?
- Ministerstwo kultury to inny resort o innych mechanizmach weryfikowania projektów artystycznych. Z jednej strony więcej wolności, z drugiej cały system opiniowania wniosków o dofinansowanie. To, co dziś najbardziej mnie martwi to skutki uboczne tej awanturki. Myślę mianowicie o ewentualnej autocenzurze. Jest ona gorsza od tej instytucjonalnej, którą pogrzebaliśmy 20 lat temu. Wielu urzędników MSZ teraz może mieć pokusę bardzo asekuranckiego podchodzenia do projektów i pomysłów przekraczających utarte standardy.”(...)
http://wiadomosci.onet.pl...,wiadomosc.html

andros - Sro Mar 02, 2011 09:48

Kultura w/po... (121)
(Nie)kulturalny Polak

Rośnie odsetek Polaków, którzy w ogóle nie interesują się kulturą. Wynosi on 43 proc. i jest prawie dwukrotnie wyższy niż w roku 2004. Co więcej, nasi rodacy są też coraz mniej zainteresowani poszerzaniem swojej wiedzy na temat zagadnień związanych z kulturą – wynika z najnowszego badania instytutu badawczego ARC Rynek i Opinia.

Zainteresowanie Polaków kulturą kształtuje się na relatywnie niskim poziomie 28 proc. Obserwowalny jest jednak rosnący odsetek osób, które deklarują, że nie interesują się kulturą w ogóle (43 proc.). Ich udział jest prawie dwukrotnie większy niż w roku 2004.

„Chociaż w roku 2010 uroczyście obchodzono dwusetną rocznicę urodzin Fryderyka Chopina, a wiele dużych polskich miast prowadziło działania związane ze staraniami o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury w 2016 roku, to jednak wyniki badania wskazują, iż nie przełożyło się to na wzrost zainteresowania kulturą wśród Polaków” – mówi Aleksandra Brzozowska, badaczka z ARC Rynek i Opinia.

Niepokój budzą wyniki, które mówią, że Polacy nie czują się kompetentni zarówno w zakresie kultury masowej, jak i kultury wyższej. Zaledwie 5 proc. badanych deklaruje, że ma wiedzę na temat kultury masowej, a 2 proc. – kultury wyższej. Co więcej, obywatele naszego kraju są w małym stopniu zainteresowani poszerzeniem swojej wiedzy związanej z kulturą. Dotyczy to zarówno kultury wymagającej od odbiorcy wysokich kompetencji, jak i kultury spełniającej przede wszystkim funkcję rozrywkową. Ponad połowa badanych (56 proc.) wyraża brak zainteresowania poszerzeniem informacji z zakresu tzw. kultury wysokiej, a 47 proc. respondentów w kontekście kultury masowej. Towarzyszy temu rosnący odsetek osób, które same oceniają swoją wiedzę na temat kultury wysokiej oraz kultury masowej jako małą.

Badanie zostało przeprowadzone metodą bezpośrednich wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CAPI) w 3 falach od maja do grudnia 2010 r. na reprezentatywnej próbie N=1218 mieszkańców Polski w wieku 15 – 65 lat.
http://www.arc.com.pl/ind...ticles/show/328

andros - Sro Mar 02, 2011 10:03

Kultura w/po... (122)
Czy opera może być jak McDonald`s?

Teatr? Opera? Filharmonia? Polacy coraz mniej interesują się kulturą wyższą. Może zniechęcają się, bo bilety na dobre przedstawienia i koncerty są za drogie i zbyt trudno dostępne? A wartościowych imprez jest u nas za mało.


Tak źle jeszcze nie było. Już blisko 85 proc. Polaków mówi, że nie interesuje się kulturą wyższą - wynika z opublikowanego właśnie sondażu firmy badawczej ARC Rynek i Opinia (rok temu było to ok. 83 proc., dwa lata temu - 80 proc.). - Choć te zmiany nie są ogromne, widać systematyczny wzrost grupy osób, których nie interesują takie kwestie jak teatr, opera, koncerty muzyki klasycznej, wystawy, galerie - mówi Krzysztof Szczerbacz z firmy ARC Rynek i Opinia.

Do teatru czekasz miesiąc

Dlaczego topnieje to grono? - Informacjom o kulturze wyższej coraz trudniej jest się przebić w gąszczu wiadomości o kulturze masowej. Nie są też dostępne na wyciągnięcie ręki. Żeby się dostać na głośne przedstawienie teatralne, trzeba rezerwować bilety z miesięcznym wyprzedzeniem. Nie da się zaplanować wizyty w teatrze lub filharmonii z dnia na dzień, jak wyjścia do kina. To może zniechęcać tych, którzy np. na początku tygodnia wpadli na pomysł, by w weekend wybrać się do teatru czy na koncert. Kłopoty z kupnem biletów sprawią, że wielu chętnych machnie ręką i zostanie w domu - mówi Krzysztof Szczerbacz.

Barierą są też ceny. Bilet do teatru to wydatek minimum 30-40 zł, na operę nierzadko trzeba wydać ponad 100 zł.

Jak wynika z danych GUS, tylko 4 proc. Polaków przynajmniej raz w roku bywa w filharmonii, w galerii sztuki - 5 proc., w teatrze - 8 proc. Co ciekawe, większość tych grup stanowią te same osoby. To właśnie ci stali bywalcy kupują dużą część z blisko 12 mln biletów, jakie rocznie sprzedają nasze teatry i filharmonie (jeszcze w 2005 r. sprzedawały ich nieco ponad 9 mln. rocznie).

Snoby tu nie przychodzą

Kim są ci konsumenci kultury wyższej? - To nie są ludzie, których do teatru czy opery ciągnie atmosfera snobizmu. Pokazywanie się w takich miejscach przestało już być snobizmem dla bogatych czy sławnych. Ludzie tam idą, bo znajomi idą. W ten sposób na widowni mamy grupki osób, którzy przyszli razem - np. studentów, czy całe rodziny. Nierzadko przychodzą systematycznie, kupując np. roczne karnety - mówi dr Mirosław Pęczak, socjolog kultury z Uniwersytetu Warszawskiego.

Nie dziwi go, że tak trudno (i drogo) dostać się na przedstawienia znanych reżyserów czy koncerty światowych gwiazd muzyki poważnej. - Opera czy filharmonia nigdzie na świecie nie są rozrywką masową. Właśnie to niektórych może do nich przyciągać – mówi.

Czy faktycznie zarabiającemu średnią krajową Kowalskiemu pozostają tylko imprezy bezpłatne, jak Koncerty Chopinowskie w Łazienkach? Liczba miejsc w polskich teatrach i instytucjach muzycznych w ciągu ostatniej dekady wzrosła z 65 tys. do ponad 72 tys. liczba przedstawień z 50 tys. do 56 tys. rocznie. Może to za mało? Może filharmonie i teatry powinny zwiększyć liczbę imprez?

- Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Są teatry, które z trudem znajdują widownię na dwa przedstawienia w miesiącu i takie, do których chodzą tłumy. W moim teatrze bilety trzeba rezerwować przynajmniej dwa tygodnie wcześniej. Można wprowadzać dodatkowe przedstawienia - kiedyś były tzw. popołudniówki, czyli sobotnio-niedzielne sztuki o 15. Należałoby też budować większe sale. Na Zachodzie w przeciętnym teatrze jest 600-800 miejsc, u nas 300-400 - mówi Kazimierz Kaczor, aktor i wieloletni prezes Związku Artystów Scen Polskich.

Edyta Błaszczak, Metro: To co trudniej zrobić, lepiej smakuje

Na całym świecie dostanie się na premierę wziętego reżysera teatralnego, graniczy z cudem. W operze nowojorskiej na wybitne koncerty brak biletów już w chwili zapowiedzi wydarzenia. W Wiedniu po bilety do filharmonii trzeba stać w nocnych kolejkach Mimo większych sal i bardziej prestiżowych zespołów, tam też brakuje biletów na creme de la creme.

Na standardowe koncerty miejsca są, tak jak w Polsce. W ostatni weekend tuż przed spektaklem bez problemu kupiłam bilet na "Klub Polski" w stołecznym Teatrze Dramatycznym. I były jeszcze puste miejsca. Ale na bilet na "Tango" w Narodowym z Grażyną Szapołowską i Janem Englertem czekałam pół roku. Warto było - to, co trudniej zdobyć - lepiej smakuje.

Gdyby sztuka wysoka nie była tak elitarna, straciłaby zapewne słodki smak czegoś trudno dostępnego. Dla mnie większym zmartwieniem jest, kto wypełni budujące się właśnie sale koncertowe w Katowicach czy Białymstoku.

Czy zgadzasz się, że teatr, opera czy filharmonia muszą być trudno dostępne by zachować urok elitarności? A może po prostu naszym artystom, reżyserom i dyrektorom scen przewraca się w głowach? Napisz do nas: metro(at)agora.pl
http://www.emetro.pl/emetro/1,85652,9180801.html

andros - Sro Mar 02, 2011 10:23

Kultura w/po... (123)
John Porter: nie stać mnie na nagrywanie płyty w Polsce

- Nie stać mnie na nagrywanie płyty w Polsce. Ja nie jestem Lady Pank czy Bajm itd., którzy mają wyrobione "polskie brzmienie" - mówi John Porter w rozmowie z PAP, tłumacząc dlaczego jego najnowszy solowy album "Back in Town" powstał w Londynie a nie w Warszawie.

- Nie stać mnie na nagrywanie płyty w Polsce. Polscy producenci za drogo się cenią i za mało oferują. Największe wytwórnie nagrywają ciągle tych samych artystów. Ja nie jestem Lady Pank czy Bajm itd., którzy mają wyrobione "polskie brzmienie". Ja mam swój własny styl. Takiej płyty jak "Back in Town" nie mógłbym nagrać w Polsce. Nie mówię, że brakuje tu dobrych muzyków, ale nie ma muzyków naprawdę doświadczonych. Ludzie w Londynie od razu wiedzieli, o co mi chodzi i co chcę zrobić. No i mówili w moim języku - tłumaczy Porter w rozmowie z Agatą Żurawską z Polskiej Agencji Prasowej.

Media okrzyknęły "Back in Town" wielkim powrotem Portera - jest to bowiem, po wspólnych dokonaniach z Anitą Lipnicką, pierwsza solowa płyta artysty po latach przerwy. Sam Porter nazywa ją "powrotem do tego, co robił dawniej". - Wracam na stare śmieci - żartuje.

Na pytanie, czy lepiej tworzyć muzykę samemu, odpowiada - Duety to bardzo fajna sprawa. Z Anitą nagraliśmy trzy dobre płyty, ale każdy z nas ma własne pomysły i własny wyraz artystyczny. Postanowiliśmy wydać następne albumy osobno. Najpierw Anita pracowała nad swoją płytą, a ja zajmowałem się domem, a teraz zamieniliśmy się rolami.

Cały album "Back in Town" zarejestrowano w Londynie w listopadzie i grudniu, w zaledwie 12 dni. W roli współproducenta, obok samego Portera, wystąpił legendarny Phill Brown, który pracował m.in. z Robertem Plantem, Bobem Marleyem, Talk Talk, Dido i Beth Gibbons (Portishead). 9 z 11 utworów zostało nagranych na żywo. Muzycy zaproszeni do nagrań to "studyjna" śmietanka. Kryteriami wyboru, jakie towarzyszyły Porterowi były ich dojrzałość, doświadczenie i niekonwencjonalne podejścia do gry na własnych instrumentach.
http://muzyka.onet.pl/10174,2255028,newsy.html

andros - Nie Mar 06, 2011 10:11

Kultura w/po... (124)
Ludzie kultury mówią nie swoim językiem

Z Bogną Świątkowską rozmawia Jaś Kapela

Jaś Kapela, Krytyka Polityczna: Czy potrzebujemy „Paktu dla kultury”?
http://obywatelekultury.p...olity/#more-711

Bogna Świątkowska*: Mówienie, że kultura jest ważna dla życia społecznego, jest pożyteczne. Zwłaszcza w momencie, gdy kultura znika z horyzontu. Gdyby nie grupa tych, którzy uporczywie odmieniają kulturę przez wszystkie przypadki, pewnie niewiele w dyskursie publicznym pojawiałoby się na ten temat. To jest istotna rola Obywateli Kultury, którzy przecież nie są ani organizacją, ani stowarzyszeniem, tylko luźną grupą osób zainteresowanych wytwarzaniem sprzyjającego klimatu wokół kultury oraz – co szalenie istotne – wprowadzaniem konkretnych zmian prawnych rozwój kultury umożliwiających.

Grupa inicjatywna Obywateli składa się z postaci mających rzeczywisty wpływ na życie publiczne, bo sami są osobami publicznymi: to dziennikarze, reżyserzy, dyrektorzy (powinnam napisać dyrektorki) dużych instytucji sztuki. Wykorzystują swoje doświadczenia i wpływy, by mówienie o kulturze, które wybuchło po Kongresie Kultury w 2009 roku, przybrało realny kształt. Przykładem, do którego wszyscy się odwołują, są wcześniejsze działania na polu filmowym, Maciej Strzembosz i ustanowienie PISF, a także ruch wokół proponowanych zmian w ustawie o mediach publicznych.

„Pakt dla kultury” odczytuję jako przymiarkę do podjęcia pracy z ustawodawstwem. „Pakt” powołuje się na nasze konstytucyjne prawo do tego, aby kultura miała znaczące miejsce w życiu społecznym. Jednocześnie jednak jest tak sformułowany, że nie wiadomo, kto z kim miałby go zawrzeć. Jakie są strony tego paktu? Kogo i do czego miałby zobowiązywać? Tutaj jest pies pogrzebany. Stąd może się wziąć niepowodzenie tego dokumentu. On jest deklaratywny, życzeniowy. Przez tę swoją niedostateczną konkretność może być podpisany przez wszystkie możliwe strony na odwal się.

Myślisz, że może być? Ta wizja kultury nie wydaje się kontrowersyjna?

Ale do czego i kogo on zobowiązuje? Zresztą „Pakt”, jak deklarują Obywatele, dopiero zaczyna pewien proces. Nie jest skończoną propozycją, podlega dyskusjom, konsultacjom, poprawkom. Ale nadal ma kształt deklaracji woli, którą ludzie kultury proponują tzw. władzy. Wyobrażam sobie, że rząd w dowolnym brzmieniu podpisuje ten pakt, nawet jutro. A potem latami powołuje się na to, że niestety nie może zmienić ustaw. Bo większość w parlamencie, bo mniejszość w parlamencie, bo Minister Finansów, Minister Pracy, bo Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego. A Minister Kultury chce czegoś jeszcze innego. Ten dokument jest o tyle pusty, że nie jest rzeczywistą zmianą ustawodawczą. Jest takim przystąpieniem do spisku. Tylko że to spisek połowiczny. Znowu pogadaliśmy, coś tam znowu napisaliśmy, ale armaty nie wystrzeliły. Skupmy się jednak na plusach.

To jakie są jeszcze plusy?

Debata nad „Paktem” to bardzo dobra okazja, żeby od środowisk związanych z kulturą wyciągnąć konkrety. To ćwiczenie w określaniu tego, co jest w Polsce potrzebne, żeby kultura mogła rozwijać się swobodnie, w nieograniczony sposób, najkorzystniej dla społeczeństwa i dla ludzi związanych z kulturą. Jeżeli „Pakt” ma być momentem przechodzenia od dyskusji do działania, to jest to plus.
Minusy zaczynają się, gdy spodziewamy się konkretów. Co te zapisy miałyby oznaczać? I dla kogo? Środowiska kultury są bardzo zróżnicowane, mają różne priorytety. Najprostszym przykładem jest środowisko ZAiKS-u, które by chciało wszystko copyrightować, przeciwstawione środowisku młodych twórców związanych z internetem, sztuką netartową, które chciałoby wszystko uwalniać. Jak napisać jeden dokument, który godzi jednych i drugich?

Myślę, że się nie da.

Gdyby przyszło do pisania dokumentów regulujących, dopiero byśmy poznali stopień trudności funkcjonowania kultury. Ale może łatwiej jest mówić: kultura, kultura. I nadal myśleć, że jest ona taka jak w XIX wieku albo w XX – homogeniczna. Podczas gdy my wiemy, że taka nie jest. 

Trochę już to widać. Jarosław Lipszyc mówił, że podczas edytowania „Paktu…” w internecie zaczynają się pojawiać wzajemnie sprzeczne postulaty.

To nie powinno nikogo dziwić. Na to powinniśmy otworzyć oczy. Kultura jest szerokim polem różnie rozumianym przez różne środowiska, nie wyłączając tzw. władzy, która ma swoje rozumienie kultury. Dla mnie istotne jest to, że w czasie dyskusji o „Pakcie” zaczyna się ujawniać to, co zwykle jest ukryte za „dekoracjami”. Kultura ze sceny, z wydarzeń, ze stereotypu (twórca, dzieło, przedstawienie) zaczyna ujawniać swoje ukryte pod podłogą mechanizmy. Rozmowa o kulturze dlatego jest taka trudna, niewdzięczna i niezbyt spektakularna, bo mówi o tych mechanizmach. Np. w „Pakcie” mówi się o równym traktowaniu instytucjach kultury i organizacji pozarządowych.

„Zrównanie w prawach podmiotów publicznych, prywatnych i społecznych.”

Zwróciłam na tu uwagę, bo są przypadki, gdy to równe traktowanie może być dyskryminujące. Na przykład w konkursach grantowych. Instytucje publiczne czy miejskie - finansowane przez organa je powołujące – ubiegając się o dotacje, startują z zupełnie innego punktu, niż organizacje pozarządowe, które takie stałego wsparcia nie mają.

W trakcie dyskusji na ten temat Dorota Monkiewicz z Muzeum Współczesnego we Wrocławiu wstała i powiedziała, że nie ma co rozmawiać, bo organizacje pozarządowe są niestabilne, nieprzejrzyste i nie można im ufać. No, a ja myśląc o wspólnej pracy, nie odpowiadam na to, że gdyby nie tysiące organizacji pozarządowych działających na polu kultury w ostatnich dwóch dekadach, to kultura w Polsce byłaby w stanie godnym pożałowania. Po prostu organizacje pozarządowe i instytucje publiczne mają zupełnie inny charakter. Równe traktowanie wszystkich może się okazać de facto nierównym traktowaniem.
 
Ale wracając do zalet. Ważne jest, żeby z Obywateli Kultury wyłoniła się grupa tych, którzy mogą ocenić, jakich argumentów można użyć, aby rzeczywiście przyśpieszyć zmiany na rzecz kultury. „Pakt” jest kolejną próbą mówienia do polityków językiem dla nich zrozumiałym. W ubiegłym roku taka strategia przybrała dwie formy. Najpierw hasła „Kultura się liczy”, hasła rzuconego przez Pawła Potoroczyna i podchwyconego w kampanii przez Narodowe Centrum Kultury: kultura ma istotny udział w tworzeniu PKB. Albo raczej przypuszcza się, że może mieć, bo jeszcze nie ma polskich danych, można tak podejrzewać na podstawie innych krajów. Pod koniec roku, w związku z „Paktem” pojawił się drugi argument: kultura służy budowaniu społeczeństwa obywatelskiego. Społeczeństwo świadomych obywateli, którzy uczestniczą w procesie demokratycznym, czyli na przykład w wyborach.

Oba te argumenty wydają mi się przegięte. Są obietnicami bez pokrycia. Kultura może wcale nie generować PKB, a w swoich poszczególnych wytworach nawet na pewno nie generuje. Podobnie uczestnictwo w kulturze i zdobywanie coraz większej świadomości społecznej nie musi wcale oznaczać uczestniczenia w procesie demokratycznym. Wręcz przeciwnie. Może równie dobrze oznaczać odklejenie się od tego procesu, podjęcie decyzji o niebraniu udziału w wyborach czy tworzeniu formacji działających na innych zasadach niż te, które są obecnie uznawane za pożyteczne w obowiązującym systemie. Zresztą, właśnie to najbardziej mnie interesuje w uczestniczeniu kultury w życiu społecznym.

„Pakt” jest przygrywką do zmian, ale to tylko rozpęd, po którym muszą nastąpić konkretne ruchy. Czyli właśnie pisanie konkretnych poprawek do konkretnych ustaw, a może całych ustaw, praca z posłami z komisji sejmowych, praca na różnych szczeblach władz samorządowych. Coś, co pozwoli w sposób naturalny włączyć kulturę do społecznego krwiobiegu. Rozumianego także, ale nie tylko jako zarządzanie budżetami. Dziś, jak jest spotkanie w Warszawie z burmistrzami różnych dzielnic i rozmowa dotyczy priorytetów, to nie wszyscy widzą wśród nich kulturę. Nie wszyscy wiedzą, dlaczego należałoby ją wspierać.

Gdzie jest powiedziane, że kultura już ma związek z życiem społecznym? Może do tego rodzaju deklaracji potrzebny jest taki luźny dokument jak „Pakt”, żeby to stwierdzać. W sposób jasny dla polityków.

No, ale to chyba jest w domyśle. Przecież działamy, jesteśmy ludźmi kultury i nie musimy tego udowadniać. Dowodem jest to, że się domagamy nie dla siebie, ale dla kultury.

Ale nie powinniśmy wyłącznie domagać się. Bardzo często słyszę jak ruch Obywateli, wszelkie inicjatywy reformatorskie, są sprowadzane do tego, że chcą pieniędzy publicznych. A wydawanie publicznych pieniędzy na kulturę, a zwłaszcza na sztukę, nie budzi takiego społecznego entuzjazmu jak wydawanie na autostrady i mosty.

Czy „Pakt” da się czytać jako manifest agresywnych związków zawodowych, które na tej kanwie mogłyby powstać? Czy raczej jako wezwanie społeczeństwa do rządu? A może to jest dokument trójstronny: Obywatele Kultury, Obywatele bez Kultury i rząd, dokument służący wyznaczeniu granic społecznego przyzwolenia na te wszystkie szaleństwa ludzi kultury?

Ale poważnie, to w „Pakcie” warto byłoby też zaznaczyć istotność tych środowisk naukowych, które są związane z humanistyką. Zwracać uwagę na ich sytuację i na to, w jakim stanie jest nauka polska. To humaniści kulturę i sztukę opisują, analizują. Według mnie koniecznie jest dostrzeganie bardzo silnej zależności między twórcami kultury, naukowcami ją opisującymi i odbiorcami kultury. Z tej perspektywy dobrze, że w grupie piszącej „Pakt” był prof. Andrzej Mencwel.

A nie masz wrażenia, że ten „Pakt” został sformułowany i sformatowany tak, żeby był zrozumiały dla polityków? I przez to rezygnuje z języka kultury czy sztuki, w którym są one wartościami samymi w sobie i nie trzeba ich przekładać na kapitał społeczny czy PKB.

Już od czasu kampanii 1% na kulturę mam wrażenie, że ludzie kultury mówią nie swoim językiem, tylko przyjmują język zrozumiały i akceptowalny dla tych, którzy mają rzeczywistą władzę. To jest ewidentnie próba dotarcia do tych ludzi, którzy innego komunikatu nie chcą słuchać lub nie potrafią zrozumieć.

Jest to koniecznie?

Inaczej nie dotrze się do tych, do których chce się mówić. Rozumiem, że z naszej perspektywy „Pakt” mógłby mieć formę wiersza albo manifestu, ale jakoś nie potrafię sobie wyobrazić Donalda Tuska, który czyta ten wiersz i odnosi się do niego ze zrozumieniem. 

*Bogna Świątkowska  – założycielka Fundacji Nowej Kultury „Bęc Zmiana”, z którą zrealizowała wiele projektów, m.in. Wolny Uniwersytet Warszawy, Nowy Dizajn Miejski, finisaż Stadionu Dziesięciolecia. Promotorka młodej sztuki polskiej i dizajnu. Wydawca ogólnopolskiego informatora kulturalnego „Notes na 6 tygodni”.  
 
 —  — 
„Pakt dla kultury” to propozycja nowej polityki kulturalnej państwa sformułowana przez ludzi kultury. Ma ona formę umowy między „strona społeczną” (artystami, przedstawicielami instytucji kultury i organizacji pozarządowych) a władzami (rządem, parlamentem).

Propozycja „Paktu” powstała w kręgu osób zajmujących się zbieraniem podpisów pod apelem „1 procent na kulturę”. Przyjęły one nazwę „Obywatele Kultury”. Obecnie ruch Obywateli Kultury tworzą m.in. Beata Stasińska (wydawca, była redaktor naczelna Wydawnictwa W.A.B.), Joanna Mytkowska (dyrektorka Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie), Agnieszka Odorowicz (dyrektorka Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej), Jerzy Hausner (profesor ekonomii, minister pracy i polityki społecznej w rządach Marka Belki i Leszka Millera), Hanna Wróblewska (dyrektorka galerii Zachęta), Beata Chmiel (wicedyrektorka Muzeum Narodowego), Dariusz Gawin (wicedyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego), Jarosław Lipszyc (prezes Fundacji Nowoczesna Polska), Michał Zadara (reżyser teatralny).

Do końca marca trwają ogólnopolskie konsultacje społeczne, które pomogą sformułować nową wersję „Paktu”. Zostanie ona przyjęta podczas Obywatelskiego Kongresu Kultury 14-15 maja w Warszawie i przedstawiona rządowi.

W ramach konsultacji społecznych publikujemy na stronie KP rozmowy z ludźmi kultury. Wkrótce wywiady m.in. z Aliną Gałązką (działaczka Komuny Warszawa), Karoliną Ochab (dyrektorka Nowego Teatru w Warszawie), Piotrem Mareckim (szef Korporacji Ha! art, współtwórca Restartu Polskiego Kina), Michałem Zadarą (jeden z inicjatorów „Paktu dla kultury”).
http://www.krytykapolityc...m/menuid-1.html

andros - Sro Mar 09, 2011 20:56

Kultura w/po... (125)
Dajmy kulturze prawo do błędu

Z Aliną Gałązką rozmawia Jaś Kapela
Jaś Kapela, Krytyka Polityczna: Jaka wizja kultury wynika z „Paktu dla kultury”?
Alina Gałązka: Nie wiem. Niestety nie potrafię tego rozpoznać. Osoby, które mówią, że „Pakt…” jest roszczeniowy, mają trochę racji. Nie widzę w nim propozycji reform, za to dużo postulatów do władz. Rozumiem, że to rząd musi wprowadzać zmiany, ale rację miała też dziewczyna, która powiedziała na spotkaniu „Pakt dla Kultury i NGO” (22 lutego 2011), że nie widzi tutaj przestrzeni dla obywateli, którzy by chcieli coś zrobić. Nie wiem, czy w „Pakcie…” chodzi o kulturę z porządku – że się tak ironicznie wyrażę – liberalnego czy socjalistycznego. Niby postuluje się w nim równy dostęp dla wszystkich sektorów: prywatnego, społecznego i administracji, a z drugiej strony są silne postulaty dotyczące powinności państwa, co mnie, jako wielbicielkę samoorganizacji dystansuje od tych propozycji. Nie widzę w „Pakcie…”  żadnej wyraźnej wizji.
Może po prostu nie da się stworzyć spójnej wizji kultury?
Mam zupełnie inne zdanie. Tak się składa, że jestem w zespole konsultacyjnym, który pomaga opracować założenia do programu rozwoju kultury w Warszawie. To dokument podobny do „Paktu…”, tylko na skalę miasta. 
Pierwsza rzecz, o której dyskutujemy od kilku tygodni w podgrupie – to opisanie wizji. Musimy zdefiniować w tym celu wartości, jakie są dla nas ważne. Na razie rezultat jest taki: chcemy zaproponować do szerokich społecznych konsultacji wizję kultury, w której nacisk ma być położony na kreatywność, efektywne zarządzanie, równy dostęp do pieniędzy publicznych dla instytucji publicznych i innych podmiotów. Także na różnorodność: ma być miejsce i dla niszy, i dla kultury wysokiej, i dla popu (mainstreamu). Mniejszy nacisk chcielibyśmy położyć na dziedzictwo, większy na eksperyment, nowe rzeczy, docenienie sektora kreatywnego. Choć brzmi to ogólnie, to jest dość konkretny system wartości. Można go zapisać na jednej stronie, w sposób hasłowy, symboliczny. W „Pakcie…” nie widzę żadnego systemu wartości.
Mam jeszcze inną obserwację: po czasach wszechobecnego „budowania społeczeństwa obywatelskiego” przyszło hasło „budowanie kapitału społecznego”. A co to tak konkretnie znaczy? W kulturze?
(...)
http://www.krytykapolityc...u/menuid-1.html

andros - Czw Mar 10, 2011 21:24

Kultura w/po... (126)
Brońmy handlu, nie kultury!

Ostatnio dużo się mówi o ważnej roli, jaką w społecznym rozwoju miast pełni kultura. Mało kto podważa rolę klubokawiarni, muzeów, sztuki w przestrzeni publicznej jako ważnego czynnika stymulującego obywatelskie działania mieszkanek i mieszkańców danej okolicy. Władze miasta wiedzą już, że „kultura się liczy”, a zyskiem nie zawsze są łatwe do skalkulowania bezpośrednie przychody do kasy miasta, ale często znacznie bardziej efemeryczna społeczna integracja lub jeszcze bardziej mgliste tworzenie klimatu danego miejsca. Nikogo już nie dziwi, że w Warszawie drogi butik sąsiaduje ze sklepem z offowymi publikacjami i kolorowymi ekologicznymi torbami (jak w przypadku ul. Mokotowskiej i Fundacji Bęc Zmiana) albo że w jednym z najbardziej prestiżowych lokali w mieście znajduje się lewicowe centrum kultury (jak w przypadku Nowego Wspaniałego Świata). Można by stwierdzić, że jesteśmy na dobrej drodze do tego, żeby nasze miasta stały się przyjemniejsze do życia i bardziej otwarte na swoich mieszkańców i mieszkanki. Ale czy na pewno?

Bronienie obecności kultury w mieście jest ważne, ale niewystarczające. Przykład Berlina, który przez ostatnie lata stał się ulubionym punktem odniesienia większości miejskich aktywistek i aktywistów (również moim), pokazuje, że sama kultura miasta nie utrzyma. Slogan głoszący, że Berlin jest biedny, ale seksowny („Berlin is poor but sexy!”) jest niezwykle pociągający, ale warto pamiętać, że Berlin jest utrzymywany przez Frankfurt i inne bogatsze niemieckie miasta.

Taka symbioza może być bardzo korzystnym rozwiązaniem, tylko kto utrzyma lifestyle’ową Warszawę i jej kulturę alternatywną? Ani Wrocław, ani Poznań ani tym bardziej Kraków, które nie tylko nie mają takiej woli, ale również możliwości. Polska nie ma zagłębia przemysłowego, które mogłoby łożyć na kulturę stolicy. A może będą to robić globalne korporacje, prywatny kapitał, banki? One, jak wiemy, są raczej kapryśne i mało wrażliwe na dobro mieszkanek i mieszkańców. Może więc coraz wyższe podatki miejskie? Te wypchną z centrum miasta biedniejsze grupy społeczne, doprowadzą do dominacji klasy wyższej i bogatszej części klasy średniej. Gdzie więc szukać sojuszników i jak marzyć o mieście, żeby za kilka lat nie obudzić się w zgentryfikowanej przestrzeni, która niczym berlińska Prenzlauer Allee dla przyzwoitości i zachowania lewackiej przeszłości jest co jakiś czas przetykana alternatywną knajpą z wegańskimi brunchami?

Dobrym wyjściem z tej pułapki jest ponowne zwrócenie się w stronę ekonomii – ale nie tej makro-, związanej z korporacyjnym kapitałem, tylko mikro- i dowartościowanie drobnego handlu i rzemiosła. Jak przekonywał na debacie o przyszłości Warszawy i Łodzi* Krzysztof Nawratek, wiara w potencjał sektora kreatywnego nie prowadzi do rozwoju, a wręcz przeciwnie. Aby miasto mogło dobrze działać, konieczna jest również obecność przemysłu. Nie można outsource’ować wszystkich usług, o czym przekonały się reindustrializowane właśnie miasta brytyjskie.

W stronę dowartościowania ekonomii, zwłaszcza mikroekonomii, idą ostatnie projekty Aleksandry Wasilkowskiej (np. Bazaromat** czy WC-xero, realizowany wraz z Agnieszką Kurant), które wskazują na różnego rodzaju hybrydalne formy wymiany pojawiające się na marginesach oficjalnego obiegu. Bazaromat, który jest propozycją stworzenia systemowego estetycznego rozwiązania dla drobnego handlu, ma być odpowiedzią na próby usuwania handlarzy i handlarek z warszawskich ulic. Z kolei WC-xero zwraca uwagę na nietypowe połączenie w centrum Warszawy
ul. Złota) dwóch usług, które systemowo zwykle są rozdzielone.

Na wagę drobnego handlu wskazuje również nowy projekt Fundacji Splot zatytułowany Sól. Celem projektu jest zwrócenie uwagi na obecne w przestrzeni Krakowa punkty usługowo-handlowe, które przetrwały polską transformację polityczną i według autorów projektu kształtują „tożsamość miasta, tworzące wokół siebie wieloletnie mikrospołeczności, specyficzne «generatory zaufania» w  przenikniętej nieufnością rzeczywistości”. Drobne punkty usługowe, zgodnie z tezą amerykańskiej urbanistki Jane Jacobs, nie tylko służą zakupowi dóbr, ale wpływają również na bezpieczeństwo przestrzeni i jakość życia w mieście. To one, tak samo jak kawiarnie czy niedrogie restauracje, są miejscami spotkań, wymiany informacji czy przestrzenią nawiązywania więzi sąsiedzkich. Łączą to, co w przypadku nadmiernej specjalizacji i rozdzielenia ochrony, produkcji, sprzedaży i kultury jest rozdzielone. Co więcej, w przeciwieństwie do klubokawiarni, stanowią alternatywę dla targowych hal na przedmieściach (bo wprawdzie są droższe, ale bliżej) albo centrów handlowych, które są obecnie najlepszym miejscem nie tylko na kupno ubrań czy sprzętu RTV/AGD, ale również dorobienie kluczy, naprawę butów czy zakup nici. Gdy znikają – spada jakość życia, zwiększają się codzienne dystanse, które musimy pokonać, żeby kupić produkty potrzebne w życiu codziennym. Mając na względzie dobro miasta, dbajmy nie tylko o kulturę, ale również o drobny handel, bowiem nie wszystko da się załatwić w klubokawiarniach!
Joanna Erbel
http://www.krytykapolityc...y/menuid-1.html

andros - Czw Mar 17, 2011 10:24

Kultura w/po... (127)
Instytucje artystyczne

Instytucje artystyczne będą mogły zatrudniać np. aktorów, muzyków i tancerzy na czas określony nawet przez piętnaście lat. – To zamach na podstawowe prawa pracownicze – twierdzą zrzeszenia artystów.

Na specjalnie zwołanym posiedzeniu senatorowie z komisji kultury i środków przekazu zapoznają się jutro z opiniami środowisk twórczych w sprawie rządowego projektu nowelizacji ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej. Przewiduje ona m.in., że instytucje artystyczne (np. teatry, filharmonie) mogą zatrudniać pracowników na podstawie nieograniczonej liczby umów na czas określony, z których każda może trwać nawet pięć sezonów (lat).

Nie będzie ich dotyczył art. 251 kodeksu pracy, zgodnie z którym zawarcie z tym samym pracownikiem trzeciej umowy na czas określony jest równoznaczne z zawarciem stałego kontraktu. Dopiero po 15 latach, na wniosek muzyków, aktorów czy tancerzy ich czasowe kontrakty przekształciłyby się w umowy na czas nieokreślony.
– To bardzo złe rozwiązanie, bo nikt nie powinien pracować piętnaście lat na próbę. Rządowy projekt wzbudza kontrowersje i dlatego jeszcze zanim trafi on do Senatu, powinniśmy się z nim zapoznać – mówi Piotr Andrzejewski, senator, przewodniczący senackiej komisji kultury i środków przekazu.

Zdaniem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego zmiany mają dostosować umowy o pracę do specyfiki pracy artystycznej. Ułatwią też racjonalizację zatrudnienia w placówkach artystycznych, bo ich dyrektorzy będą mogli w sposób ciągły weryfikować umiejętności aktorów, muzyków i śpiewaków. Przeciw uchwaleniu nowych przepisów opowiadają się zrzeszenia artystów.

– Te zmiany mają ułatwić pracę menedżerów kultury kosztem praw pracowniczych – mówi Andrzej Dębski, sekretarz prezesa Związku Artystów Scen Polskich (ZASP).
Podkreśla, że ZASP nie zgadza się też na wprowadzenie przepisów, zgodnie z którymi pracownicy artystyczni musieliby uzyskiwać zgodę pracodawcy (np. dyrektora teatru) na podjęcie dodatkowego zatrudnienia (np. na planie filmowym). Instytucja artystyczna mogłaby nawet uzależnić wydanie takiej zgody od zobowiązania się np. producenta filmowego, że pokryje on wszystkie koszty związane z wykonywaniem dodatkowej pracy przez artystę (np. koszty odwołanego spektaklu).

– Już teraz ani aktorzy, ani producenci filmowi nie zgadzają się na współpracę bez ustalenia tego z dyrektorem teatru – mówi Andrzej Dębski.

Projekt noweli, po pierwszym czytaniu w Sejmie, trafił do dalszych prac w sejmowej komisji kultury i środków przekazu.
http://praca.gazetaprawna...tnastu_lat.html

***
Artyści nie chcą być zatrudniani na podstawie umowy sezonowej
http://praca.gazetaprawna..._sezonowej.html
Aktor zagra w reklamie tylko za zgodą teatru
http://praca.gazetaprawna...oda_teatru.html

andros - Pią Mar 18, 2011 10:33

Kultura w/po... (128)
Podatkiem VAT w zabytki

Zawaleniem grozi 25 proc. budynków zabytkowych w Polsce, czyli około 15 tys. Natomiast całkowitą wartość odtworzenia takich obiektów, objętych prawną ochroną konserwatorską, oszacowano na astronomiczną kwotę 171,6 mld zł, stanowiącą ponad 50 proc. wartości rocznego budżetu państwa. Tak wynika z raportu opracowanego na zlecenie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w 2008 roku. Tymczasem resort finansów podwyższył stawkę podatku VAT na prace konserwatorskie z 0 do 23 proc.

- Obłożenie przez rząd prac konserwatorskich stawką podatku VAT wysokości 23 procent jest skandalem - mówi Tomasz Korzeniowski, dyrektor zbiorów główny konserwator zabytków bazyliki Mariackiej. - Po zakończeniu renowacji wieży bazyliki czeka nas restauracja pozostałej części budowli, która szacunkowo ma kosztować 30 milionów złotych. Oznacza to, że na skutek podwyższenia podatku VAT trzeba będzie wydać dodatkowo prawie 7 milionów złotych. Do ochrony zabytków zobowiązani są ustawowo nie tylko ich właściciele, ale także - państwo. Na razie w tym roku resort kultury przeznaczył na dofinansowane, w ramach pomocy bezpośredniej, prac konserwatorskich w całym kraju 37 milionów złotych, gdy w 2008 roku było to 129 milionów. Niedostatek pieniędzy na ratowanie budowli zabytkowych spowoduje, że będą one popadać w ruinę.

Magdalena Kobos, rzecznik prasowy Ministerstwa Finansów, wyjaśniła, że od 1 stycznia należało zrezygnować ze stosowanych do 31 grudnia ubiegłego roku zwolnień od podatku VAT, w tym od usług konserwatorskich i robót budowlanych przy zabytkach. Zapewni to zgodność naszej ustawy o podatku VAT z 2004 roku z postanowieniami dyrektywy Unii Europejskiej z roku 2006 w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej.

Według „Raportu o systemie ochrony dziedzictwa kulturowego” z 2008 roku, aby zabezpieczyć najbardziej zagrożone zabytki, co roku na ich renowację należałoby przeznaczać 31,7 mld zł, a po rozłożeniu wydatków na 5 lat - 6,3 mld zł. Nowa stawka podatku VAT powiększyła te potrzeby o 1,3 mld zł.

Ochrona zabytków ma również aspekt gospodarczy. Obiekty historyczne przyczyniają się do wzrostu ruchu turystycznego w posiadających je regionach. Z kolei konieczność dbania o ich stan sprawia, że powstają i rozwijają się małe i duże firmy konserwatorskie.

- Podwyższenie stawki podatku VAT na roboty konserwatorskiej uderza szczególnie w nieduże i średnie firmy - twierdzi Tomasz Balcerowski, prezes spółki Ekoinbud w Gdańsku. - Inwestorzy będą mieli mniej pieniędzy na restaurację swoich budynków i innych obiektów. Już odczuwamy zmniejszenie się liczby zleceń. W rezultacie firmy zaczną konkurować poprzez obniżanie cen usług. Przy rentowności prac konserwatorskich wynoszącej zaledwie kilka procent, działalność wielu przedsiębiorstw przestanie być opłacalna i może dojść do ich likwidacji.
Autor: Jacek Sieński
http://podatki.onet.pl/po...2,1,prasa-detal

andros - Pią Mar 18, 2011 10:47

Koniec imprezy sylwestrowej na krakowskim rynku?

"Dziennik Polski": Zabawa sylwestrowa na Rynku Głównym w Krakowie stanęła pod ogromnym znakiem zapytania. Pojawiły się głosy za zaprzestaniem wykorzystywania fajerwerków podczas imprezy.

Małopolski wojewódzki konserwator zabytków Jan Janczykowski zamierza wystąpić do władz Krakowa o zaprzestanie albo maksymalne ograniczenie wykorzystywania fajerwerków, a także zmniejszenia decybeli podczas organizacji zabawy sylwestrowej na Rynku Głównym.

Po ostatniej takiej imprezie z dachu Bazyliki Mariackiej zebrano trzy worki odpadów po wystrzelonych w niebo materiałach pirotechnicznych. Uszkodzona została także znajdująca się we wnętrzu kościoła polichromia autorstwa Jana Matejki - odpadły niewielkie jej kawałki. Jest podejrzenie, że powodem tego był nadmierny hałas.

- Nie jestem przeciwny temu, by organizować zabawę sylwestrową na Rynku. To tradycja, która powinna być podtrzymywana. Trzeba jednak mieć na uwadze zabytkowe budynki - mówi "Dziennikowi Polskiemu" ks. infułat Bronisław Fidelus, proboszcz Bazyliki Mariackiej.
Autor: mkw
http://wiadomosci.onet.pl...-wiadomosc.html

NEVIL - Pią Mar 18, 2011 11:58

andros, wczoraj przekonywałeś MarDro do swoich racji, w sprawie zamieszczenia w dziale tematu wyburzeń obiektów, stojących na trasie budowy dróg. Czy MarDro czuje się przekonany, zobaczymy, gdy odpowie. Ja natomiast zapytam Ciebie, co ma wspólnego wrzucony do działu ,,Kultura w kampanii wyborczej" temat, o sylwestrowych fajerwerkach na krakowskim rynku ? Czyżbyś obawiał się, że jesienią kandydaci na przyszłych parlamentarzystów będą używali petard i fajerwerków dla wzmocnienia siły swych argumentów ?
andros - Pią Mar 18, 2011 13:02

Zawartość kultury w kulturze

Burza w Teatrze Nowym w Poznaniu - i nie chodzi o dramat Szekspira który od kilku
sezonów jest na afiszu, a o awanturę do jakiej doszło pomiędzy dyrektorem Januszem
Wiśniewskim, a reżyserem Waldemarem Zawodzińskim.

Mery Stuart - spektakl, który szokuje od lat i to na każdej scenie na, której się tylko pojawi. W Poznaniu skandal wywołało jednak to co wydarzyło się po premierze. Ingerencji miał dokonać dyrektor Janusz Wiśniewski. Ta najpoważniejsza to zmiana obsady w jednej z głównych ról. Mówi Iwona Torbicka dziennikarka Gazety Wyborczej, do której Waldemar Zawodziński napisał list otwarty. Żąda w nim usunięcia ze wszystkich repertuarów oraz afiszów swojego nazwiska ponieważ nie chce podpisywać się pod czymś na co nie miał wpływu. Na forach internetowych zawrzało. Pod adresem dyrektora pojawiają się także inne zarzuty: "Moi znajomi przestali chodzić do Nowego, przez Wiśniewskiego właśnie." "Niestety Teatr Nowy za Wiśniewskiego jest robiony nie wiadomo dla kogo... Za Korina" bawiąc uczył" Dziś bronią się przedstawienia, w których nie jest zaangażowany Wiśniewski". A jego sztuki? Po Burzy z małżonką byliśmy załamani... potem jeszcze zaryzykowaliśmy z Operą Kozła a teraz nazwisko Wiśniewski działa jak czerwone światło." "Szkoda tylko teatru, miejsce z dużym potencjałem. Może my widzowie powinniśmy coś z tym zrobić w końcu to z naszych pieniędzy. Nie chcemy oglądać kolejnego końca Europy" Mimo takich głosów Departament Kultury Urzędu Marszałkowskiego, któremu podlega Teatr Nowy broni dyrektora Wiśniewskiego. Jednak jak pokazuje życie dyrektor Wiśniewski też kontroluje. Pracę reżyserów, których zaprasza do współpracy. Dziś o sprawie dyskutowali radni z komisji kultury Sejmiku Województwa Wielkopolskiego. Sprawie przyjrzy się także departament kultury.
http://www.tvp.pl/poznan/...e-nowym/3996666

ps.
NEVIL, stawiasz pytanie i domniemujesz...
Niestety, nie bardzo mam ochotę na kolejne tłumaczenie, że w tym przypadku czarne też jest czarne etc....
Przypomnę jedynie, że na temat imprezy sylwestrowej "pod chmurką" i jej politycznych konotacjach pisałem trochę już wcześniej w tekstach: "Lubińskie imprezy masowe" oraz "Sylwester lubiński" - i to potraktuj jako nawiązanie i kontynuację wątku, który z pewnością jeszcze nie raz powróci w tym temacie.
http://forum.lubin.pl/vie...er=asc&start=45

NEVIL - Pią Mar 18, 2011 13:31

Pozwolę się z Tobą nie zgodzić. Sam ten temat stworzyłeś na tym forum i nadałeś mu tytuł ,,Kultura w kampanii wyborczej" , a pakujesz weń przysłowiowy ,,groch z kapustą". Już sama nazwa tematu może być dwojako odebrana i rozumiana. Bo albo masz na myśli to, żeby ubiegający się o przyszłe mandaty uwzględnili w swych wyborczych programach temat kultury szeroko rozumianej, albo nawołujesz w nazwie tego tematu do kulturalnych zachowań ubiegających się o mandat.
andros - Pią Mar 18, 2011 21:02

Pozwolę sobie mieć inne zdanie i zakończyć swoje wypowiedzi w tym temacie.
andros - Pon Mar 21, 2011 10:29

Dyskusja o „Pakcie dla kultury”
(Michał Zadara w rozmowie z Jasiem Kapelą)

„(...)
Co jest więc celem Paktu?

Chodzi o formę umowy, którą społeczeństwo mogłoby zawrzeć z rządem. Różne burze mózgów na ten temat się zaczęły i dalej trwają. Ten Pakt, który został zaprezentowany, to wersja wyjściowa – do konsultacji. Właściwy zostanie uchwalony na kongresie Obywateli Kultury, który odbędzie się 14-15 maja. Dopiero te treści będą konsultowane z rządem i ten dokument będzie miał mandat społeczny. Teraz jest pytanie, czy uda się uruchomić wszystkie te lokalne komitety, z którymi pracujemy. Żeby w Szczecinie czy Gorzowie zebrali się ludzie i powiedzieli: „słuchajcie, uważamy, że w tym dokumencie powinno być A, B i C”. Musi udać się zebrać z całego społeczeństwa obywateli, którzy by przyjechali na ten Kongres i podyskutowali na temat Paktu. Przedstawiam to teraz w bardzo uproszczony sposób, ale chodzi o to, żeby Pakt był wynikiem bardzo szerokich konsultacji społecznych.

Alina Gałązka obawia się, czy wszystkie organizacje pozarządowe wiedzą o Pakcie. I czy uważają, że leży on w ich interesie.

Nie ma takiego wymagania, żeby każdy czuł w tym swój interes. Tu nikt nie walczy o swoje  interesy.

Jest poza Warszawą jakiś oddolny ruch, który aktywnie wspiera Pakt?

Lokalnych Kongresów Kultury odbywa się bardzo dużo. Na przykład teraz odbędzie się jeden z nich w Bydgoszczy. W Poznaniu jest bardzo aktywna organizacja, która się przyłączyła do paktu. W tej chwili nie widać żadnych spektakularnych efektów tego działania, bo efekt ma być na koniec. Oczywiście najtrudniej jest uruchomić ludzi. Obywatele Kultury nie mają działaczy, których moglibyśmy wysłać w teren, żeby agitowali.

Może powinniście ich mieć?

Trzeba zrozumieć, że ruch Obywateli Kultury to nie jest grupa walcząca o interesy organizacji pozarządowych czy artystów. To jest ruch społeczny, który ma wytworzyć ciśnienie na rząd, żeby ten poczuł, że społeczeństwo potrzebuje kultury. Bez wskazania na konkretne grupy zawodowe czy branże.  Kultura jak całość powinna stać się priorytetem w myśleniu o państwie. Jeśli jakaś organizacja pozarządowa nie czuje swojego interesu w tym, żeby kultura była czymś istotnym w życiu polskiego społeczeństwa, to nie ma takiego obowiązku.

Może organizacje nie są pewne, że Pakt przełoży się na decyzje państwa? Może chodzi o poczucie niemocy?

Poczucie niemocy jest cechą tego społeczeństwa od stu sześćdziesięciu lat. I okazuje się, że zawsze rację mają ci, którzy jednak coś zrobili, a nie ci, którzy mieli poczucie niemocy. Miał rację Piłsudski, a nie konserwatyści, którzy twierdzili, że trzeba się układać z Austriakami.(...)”
http://www.krytykapolityc...y/menuid-1.html

andros - Wto Mar 22, 2011 10:45

Rozczarowani artyści

Tomasz Lipiński, Kazik Staszewski, Tomasz Karolak, Paweł Kukiz - wszyscy niegdyś popierali Platformę Obywatelską, teraz odwracają się od niej plecami. Co sprawia, że panteon gwiazd rozczarowanych partią Donalda Tuska jest coraz liczniejszy?
Tomasz Lipiński, legenda punkrockowego podziemia lat 80-tych, założyciel zespołów Brygada Kryzys i Tilt, przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi był członkiem honorowym komitetu poparcia PO. Donaldowi Tuskowi "oddał" nawet swoją piosenkę. "Jeszcze będzie przepięknie" stała się hymnem kampanii 2007.

Już nie tak pro-PO

Muzyk dziś tak entuzjastyczny wobec Platformy nie jest. Dlaczego? - Politycy Platformy tym osobom, które są trochę zawiedzione - ja też jestem trochę zawiedziony - puszczają trochę oko: "okey i tak będziecie na nas głosować, bo wiecie co grozi, jeśli my nie wygramy". Po całej kadencji rządów to jest trochę za mało – wyjaśnia.
Lipiński zaznacza jednak, że cieszy się, że pomógł odsunąć PiS od władzy. - Nie chciałbym, żeby PiS rządził w Polsce. Nigdy - tłumaczy. Dodaje, że dziś wciąż jest anty-PiS, ale już nie pro-PO.

Swojego rozczarowania rządami Tuska nie ukrywają również inni artyści, którzy cztery lata temu oficjalnie poparli PO.
Paweł Kukiz wyznaje, że "pozbył się złudzeń co do Platformy", a Tomasz Karolak uważa, że "co do Platformy, to z pewnością w naszym artystycznym środowisku można wyraźnie wyczuć rozczarowanie jej działaniami".
Podobnego zdania jest Lipiński, który mówi: - Rozczarowanie jest najlepszym słowem. Rozczarowanie, a może nawet niedosyt.

Kazik: ani PO, ani PiS. Nie pójdę na wybory

Czy głosowanie przeciwko PiS będzie wystarczającą motywacją? - To nie wystarczy. Po trzech latach rządzenia rozluźnianie się i mówienie: "możecie być z nas niezadowoleni, ale i tak na nas zagłosujecie" jest niefajne. To nie jest szantaż, ale to ma nutkę taką sytuacji bezwyjściowej - uważa założyciel Tiltu.
http://www.tvn24.pl/12690...,wiadomosc.html

Premier zmierzy się z tymi, których zawiódł

„Byli wyborcami PO, a teraz oświadczyli, że nie będą głosować na partię Donalda Tuska. Powód? Zawiedli się. Premier osobiście dowie się dlaczego nie może liczyć na Pawła Kukiza, Tomasza Lipińskiego i Zbigniewa Hołdysa w najbliższym "Drugim Śniadaniu Mistrzów" w TVN24.
Platforma Obywatelska mogła liczyć na takich ludzi kultury jak Kazik Staszewski, Tomasz Karolak, Paweł Kukiz, Tomasz Lipiński i Zbigniew Hołdys. Teraz odwrócili się od partii.”(...)
http://www.tvn24.pl/-1,16...,wiadomosc.html

andros - Sob Mar 26, 2011 13:50

Artyści zaatakowali podczas śniadania z Tuskiem

W "Drugim Śniadaniu Mistrzów" spotkali się artyści z premierem Donaldem Tuskiem. Uczestniczą w nim Zbigniew Hołdys, Paweł Kukiz i Tomasz Lipiński. - Premier nie postawił żadnych warunków wstępnych, więc spodziewać się możemy wszystkiego. Może nas brać pod włos, może atakować - mówił jeszcze przed spotkaniem prowadzący Marcin Meller.

Artyści, którzy biorą udział w spotkaniu wcześniej gorąco popierali Platformę Obywatelską, a teraz mówią, że się na niej zawiedli. - Nie dziwię się, że ludzie zaangażowani w kulturę są krytyczni wobec rządu, ale nie widzę kryzysu - powiedział premier.

Politycy robią spektakl sami dla siebie

Zbigniew Hołdys na początku stwierdził, że oglądalność programu będzie wyjątkowo duża, gdyż w końcu rozmowa jest między politykiem a ludźmi, nie polityka z politykami. - Polska nie jest demokratycznym krajem - zaatakował Hołdys. - Politycy robią spektakl sami dla siebie. Ludzie nie mają na to wpływu – powiedział.

Hołdys mówiąc do premiera, zaznacza też, że partie to teraz przedsiębiorstwa, które zawłaszczyły media. To wszystko powoduje, że Polska jest demokratyczna tylko na tle komunizmu - zakończył pierwszy atak muzyk.

Żyjemy w komunie, mamy kilka PZPR-ów

Paweł Kukiz dopytywał szefa rządu, dlaczego Platforma nie zrealizowała jednego ze swoich sztandarowych haseł - okręgów jednomandatowych wyborczych. - Żyjemy w komunie, mamy kilka PZPR-ów, czyli partii, które się ścierają - rzucił pad adresem premiera, muzyk.

- Zrobiłem wszystko ws. jednomandatowych okręgów wyborczych, co jest w zasięgu PO, i nie wymaga zmiany konstytucji - powiedział premier. I podkreślił, że ma żal o tego typu konkluzje. - One są irytujące, zbieram baty za wszystkich tych, którzy są w parlamencie. Zaproście Pawlaka, Napieralskiego i Kaczyńskiego i zapytajcie, ile spędzili czasu na blokowaniu wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych.

Zapewnił, że jak będzie wymagana większość konstytucyjna i uda się zmienić ustawę zasadniczą, to takie okręgi zaczną obowiązywać.

Premier zapewne będzie więc chciał przekonać wszystkich rozczarowanych do swoich rządów. Internauci zasypali redakcję listami z pytaniami do premiera. Gospodarz programu obiecał wybrać te, które powtarzają się najczęściej i są najbardziej charakterystyczne.

Na pytanie internautów o legalizację narkotyków, Donald Tusk stanowczo powiedział, że nie poprze zgody na posiadanie nawet małej ilości narkotyku.
http://wiadomosci.wp.pl/k...,wiadomosc.html

NEVIL - Pią Kwi 01, 2011 22:22

andros, czy tak trudno Ci zrozumieć, ze teksty, które zamieszczasz pod tytułem ,,Kultura w kampanii wyborczej" niewiele mają wspólnego z ,,kulturą w kampanii wyborczej" ? Teksty są dobre, tylko nie pod tym tytułem.
andros - Pią Kwi 01, 2011 23:24

NEVIL, czy tak trudno zrozumieć, że tytuł "kultura w kampanii wyborczej" może mieć wiele znaczeń?
NEVIL - Pią Kwi 01, 2011 23:40

Wiele znaczeń ? To tak jakbyś powiedział o kobiecie. Może być dziwką, porządną niewiastą, erudytką, głupią babą itp. Jeżeli dajesz tytuł w swym temacie, to się go trzymaj, i nie staraj się naginać Ja w bocianim temacie nie piszę i nie zamieszczam zdjęć kur, chociaż bociany i kury mają pióra.
Saracen - Sob Kwi 02, 2011 22:14

Andros, nikt ci nie narzuca co masz pisać, bo to twój wątek, ale...
No właśnie. Zawsze jest jakieś ale.
On jednak ma trochę racji.

Widzisz, rozpoczynając wątek ustawiasz go. Ustawiłeś go tak a nie inaczej, po czym ćkasz wszysto, co da się podpiąć pod hasło kultura.

Twoja sprawa. Nie będę ci niczego narzucał. Ale tego się nie da czytać. Nie w tym wątku przynajmniej.

Saracen - Czw Sie 18, 2011 20:41

Niech sobie będzie, ale mam nadzieję, że nie będą to fekalia zaserwowane w ostatnią sobotę.

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group